O miesięczniku

Miesięcznik "PSZCZELARSTWO", nieprzerwanie ukazujący się od 1950 r., jest czasopismem dla każdego pszczelarza - właściciela pasieki dużej i małej.

Co miesiąc:

  • radzimy, jakie prace należy wykonać w pasiece;
  • informujemy o aktualnościach w zakresie gospodarki pasiecznej, sprzętu pasiecznego, chorób pszczół i ich leczenia, pożytków pszczelich;
  • udzielamy porad pszczelarzom;
  • przekazujemy informacje ze świata z pszczelarskiej prasy zagranicznej.

W artykułach, pisanych przez doświadczonych pszczelarzy-praktyków i pracowników jednostek naukowych z całej Polski, każdy Czytelnik znajdzie wiadomości pomocne przy prowadzeniu racjonalnej gospodarki pasiecznej.

 

Składki członkowskie

Członkowie PTN proszeni są o wpłacanie rocznych składek członkowskich w wysokości 20 złotych na konto: 95 2030 0045 1110 0000 0241 1270 w Banku BGŻ.
W sprawie dodatkowych informacji na temat składek można kontaktować się ze skarbnikiem dr Dariuszem Gerulą.

 

Kontakt:

Adres redakcji:
ul. Świętokrzyska 20, 00-002 Warszawa,
tel. (22) 50 54 542, (22) 50 54 552, fax. (22) 50 54 542
e-mail: redakcja@miesiecznik-pszczelarstwo.pl lub red.pszczelarstwo@wp.pl

Lek. wet. ARTUR ARSZUŁOWICZ

Ku El Dorado czy ku przepaści

Często przy różnych okazjach rozmawiam z pszczelarzami. Rozmowy mają to do siebie, że zbliżają ludzi. W trakcie rozmów można czegoś się nauczyć lub dowiedzieć. Wiodącym tematem prawie wszystkich rozmów jest zawsze szeroko rozumiane leczenie rodzin pszczelich. Pomimo licznych wykładów oraz wielu artykułów w prasie pszczelarskiej temat ten jest wciąż bardzo „żywy", dzięki licznym „pseudoweterynaryjnym uzdrawiaczom pszczół". W dobie rozbudowanego Internetu każdy „wizjoner" na YouTube czy na swojej stronie internetowej promuje i dzieli się swoimi osiągnięciami w „uzdrawianiu" rodzin pszczelich. Za pomocą Internetu przekazuje i utwierdza w przekonaniu, że tak jest lepiej, taniej, szybciej itp. Informuje, że tylko jego „medykament" i jego metoda „zbawi" pszczoły. Tylko on posiada mapę do krainy pełnej złota, a jak do niej dotrze, wtedy pszczelarskie El Dorado jest na wyciągnięcie ręki. Natomiast weterynaria, no cóż, według „uzdrawiaczy" to tylko grupa „nieudaczników".

Zatrzymajmy się na chwilę i pomyślmy, co by się stało, gdyby jakimś cudem zniknęły wszystkie pszczelarskie problemy. Co by się stało, gdyby ktoś w swoim komunikacie utwierdzał was w przekonaniu, że działania prowadzone przez niego są lepsze, proekologiczne, propszczelarskie i profesjonalnie przygotowane? Co by było, gdyby ktoś nadużywał w swoim przekazie słowa naprawa, ratowanie, pomoc? Co by się stało, gdyby skutecznie podkreślał, że to, co robi, jest „zbawienne" dla pszczół i nie potrzeba tu i teraz żadnych weterynaryjnych autorytetów? W prowadzonych działaniach nie ma mowy o zarobku, pieniądzach. Jest tylko czysta intencja, wizja, która była marzeniem. Pewnie byście uwierzyli. Każdy przecież chce, żeby było lepiej. Prawdopodobnie nie moglibyście się doczekać nowego, bo nowe zawsze zwiastuje zmiany. Daje nadzieję. Rodzi początek, kończąc tym samym kawałek historii.

Teraz zamknijcie oczy, wy wszyscy – idealiści, ludzie wiary i ci, których nie łatwo jest oszukać. Zamknijcie oczy i patrzcie na El Dorado, w którym pszczoły są w doskonałej kondycji. Ule wolne od patogenów. Zgnilec puka tylko do bram pasieki, nosemoza dochodzi do zakrętu, warroza dawno przestała interesować się pszczołą, a wirusy nie odważą się nawet czynić przygotowań do ataku. Miodu nie trzeba badać na pozostałości „chemii". Środki stosowane w terapii są rozkładane w „mgnieniu oka", a metabolity powstałe z ich rozkładu są wręcz zbawienne dla powszechnego „zjadacza" miodu. Zobaczycie tam też „swoje pszczoły i beczki pełne miodu". Uśmiechacie się, ale w kierunku iluzji.

Prawda jest taka, że w niektórych przypadkach „wielkie" intencje nie mają nic wspólnego z uczciwością, a internetowy przekaz (marketing) jest na tyle skuteczny, na ile w niego uwierzycie. Naginanie prawdy, lekkie przekłamanie, lekceważenie prawa i badań naukowych, bo autorytety są niepotrzebne i są przeżytkiem. Niejeden wizjoner ciągle powtarza to jak mantrę dobrego marketingowca. Niektórzy pszczelarze utrzymują to w swojej świadomości i posługują się tym nieświadomie na rozkaz, na polecenie. Jak można interpretować sytuację, w której pszczelarz mówi mi, że „medykament" wizjonera podnosi odporność immunologiczną pszczoły. Pytam wtedy: na jakiej podstawie to stwierdził? Odpowiedź pada: „na oko", obserwując pszczoły. „Niedouczona" weterynaria taki fakt stwierdza na podstawie indeksu fagocytarnego. Ale czy wizjoner słyszał o nim. Takich „wizji" można mnożyć wiele.

Ciekawi mnie jedno, czy jakikolwiek wizjoner przewidział skutki jego działań w przyszłości? Podkreślam – skutki. Co by było, gdyby pod przykrywką „dla dobra pszczół" można było lać do ula, co się chce i ile się chce. Co by było, gdyby „niedouczona" weterynaria nie miała nic wspólnego z pszczelarstwem, a prawo nie musiało obowiązywać w pasiekach. Jakim produktem byłby wtedy miód? Czy jego spożycie, które i tak jest na niskim poziomie, nie byłoby jeszcze niższe. Czy pszczoły miałyby się dobrze i czy nie opuszczałyby uli w trakcie takich zabiegów, a komunikaty wizjonerów utwierdzałyby naiwnych w przekonaniu, że wyemigrowały, ale na wiosnę wrócą.

Co by było, gdyby wizjonerzy o różnym wykształceniu pokłócili się na farmakologicznej niwie w sprawie skuteczności swoich „medykamentów"? Czy „niedouczona" weterynaria bez zatwierdzonych przez wizjonera autorytetów mogłaby być rozjemcą w takiej sprawie?

Co by było, gdyby wykryty zgnilec nie musiał podlegać urzędowemu zgłaszaniu i leczeniu? Czy wizjonerskie leczenie ocaliłoby jeszcze ostałe rodziny?

Co by było, gdyby za pomocą „medykamentu" niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pozbylibyśmy się wszystkich patogenów w ulu, nie troszcząc się o profilaktykę i diagnozę tak wymaganą przez „niedouczoną" weterynarię? Czy ta wizjonerska ciekawość nie zniszczyłaby naszej pszczoły?

Gdzieś po drodze do pszczelarskiego El Dorado wszystkim wizjonerom zgubiła się prawdziwa medyczna wiedza, a i treść haseł: dobro pszczoły, pomoc pszczole czy dobry projekt odbiega daleko od prawdy i dobra dla niej samej. Pewnie dlatego, że już wszystko zaczynają naprawiać łącznie ze świadomością pszczelarzy.

Skutki niesprawdzonych naukowo działań mogą być opłakane. Patrząc z perspektywy pożerają nasze marzenia i karmią nas pustymi kaloriami.

Pomyślmy, żeby to wszystko się spełniło, pewnie ktoś poszedłby po rozum do głowy i zaprzestał działalności według zaleceń wizjonerów. I wizjoner dostrzegłby, że ta „niedouczona" weterynaria wcale nie jest taka niedouczona i jej zadaniem jest stać i ostrzegać, jak napis na tablicy: „NIE LEKARZ".

W Internecie już tak jest, że dwóch pszczelarzy ma więcej głosów, niż jeden lekarz weterynarii. Ten jeden lekarz weterynarii będzie jednak zawsze powtarzał, że warto pamiętać o właściwej hierarchii ważności spraw związanych z pszczelarstwem. Niesprawdzone, niezgodne z prawem leczenie z pewnością nie powinno się w tej hierarchii znaleźć. Natomiast na samym szczycie powinna znajdować się ONA – pszczoła, żywe stworzenie żyjące swoim biologicznym rytmem.

Copyright © 2020, Pszczelnicze Towarzystwo Naukowe. All Rights Reserved.