Alojzy Toma

Mój głos w sprawie poprawy stanu polskiego pszczelarstwa

W nawiązaniu do artykułu pana prof. Władysława Huszczy w „Pszczelarstwie" 9/2012, przedstawiam do dyskusji swoje stanowisko w tej sprawie, które w mniej rozbudowanej wersji umieściłem już w aneksie do IV wydania książki „Moja pasieka", opublikowanym w 2010 roku.

Nadal uważam, że jakiekolwiek bezpośrednie dopłaty dla pszczelarzy do środków produkcji (matki, leki, węza, pakiety itp.) są równoznaczne z postawieniem krajowego pszczelarstwa na glinianych nogach. Załamie się on z chwilą poważnego kryzysu w państwie lub zaprzestania dopłat z Unii Europejskiej. Jedynym, niezawodnym sposobem trwałego utrzymania i rozwoju pszczelarstwa w kraju jest przywrócenie i zwiększenie opłacalności tego zajęcia. Niestety w krajowej prasie pszczelarskiej artykuły ściśle związane z tym tematem można policzyć na palcach jednej ręki. W ubiegłorocznej „Pasiece" mój trzyczęściowy artykuł na temat dostosowania pasieki stacjonarnej do bazy pożytkowej nie doczekał się żadnych komentarzy, artykułów uzupełniających lub kontrpropozycji. Jest to niepokojące w świetle istnienia w kraju wielu placówek naukowo-badawczych zajmujących się pszczelarstwem. W artykule wykazałem możliwość szybkiego przywrócenia opłacalności pasieki, przechodząc na trzymanie tylko bardzo silnych rodzin w liczbie dostosowanej do istniejącego, łatwo rozpoznawalnego zasobu miodowego, dostępnego pasiece.

Nieporozumieniem jest proponowanie finansowej pomocy w założeniu pasieki i jej rozbudowie w świetle licznych ofert sprzedaży całych pasiek i braku jakichkolwiek ofert zakupu. Byłoby do przyjęcia, gdyby firmy produkujące drogi sprzęt pszczelarski produkowały nowe rozwiązania techniczne. Jednak z braku perspektyw rozwoju pszczelarstwa nikt nie zamierza inwestować poważnych środków w tę dziedzinę, na przykład w budowę uniwersalnego ula warszawsko-wielkopolskiego, opisanego w tym roku również w „Pasiece".

Uważam, że przyszłością polskiego pszczelarstwa nie są pasieki zawodowe, których jest od kilku lat zaledwie 2%. Żaden myślący kapitalista nie będzie inwestował swoich środków w branżę nierozwojową, do tego wymagającą stałych dopłat do jej podtrzymania. Wyjście z kryzysu i ponowny rozwój krajowego pszczelarstwa mogą zapewnić tylko niewielkie pasieki amatorskie, rozsiane po całym kraju i prowadzone w opłacalny sposób. Zamiast dopłat do zakładania i rozwoju takich pasiek i dalszego podtrzymania już istniejących, znacznie lepszym wsparciem pszczelarstwa byłoby „bezkosztowe" anulowanie bardzo restrykcyjnych rozporządzeń, warunkujących zgodę miejscowego weterynarza na sprzedaż bezpośrednią własnego miodu okolicznym mieszkańcom, o co apelował bezskutecznie „zatroskany pszczelarz" w „Pszczelarstwie" 4/2009. Nie mają w tym żadnego interesu pasieki zawodowe i handlarze miodem. Przeciwnie – im mniej miodu na rynku, tym łatwiejsza sprzedaż własnego. Zamiast anulowania nieżyciowych przepisów, proponuje się małym pasiekom na otarcie łez – cytuję – „umożliwienie produkcji i sprzedaży miodów pitnych" przez odpowiednią zmianę ustawy (pkt.10), czyli rozpijanie społeczeństwa.

W świetle powyższej opinii stworzenie proponowanej „bazy danych rodzin pszczelich" (pkt.5) przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi jako podstawy do wiarygodnego podziału środków jest zbędną biurokracją. W warunkach Polski taka baza nie będzie wiarygodna z powodu jej zmienności z roku na rok i również spodziewanej nierzetelności takiej statystyki (w odróżnieniu od niezmiennej liczby hektarów jako podstawy do uzyskania dopłat do rolnictwa z UE). Również dodatkowe środki z budżetu Państwa na opracowanie metod wyceny usług zapylania (pkt.6) uważam za zbędne. Wyobrażam sobie, że polski plantator może równie dobrze zażądać udziału w zbiorze miodu z jego plantacji w zamian za jej udostępnienie pasiece wędrownej. W tej sprawie wystarczy porozumienie stron.

Kontrola miodu sprowadzanego z zagranicy jest uzasadniona tylko w zakresie szkodliwości dla zdrowia ludzi, a nie pod kątem zgodności z polską normą na miód. Nie można blokować importu tańszego miodu nieszkodliwego dla zdrowia, gdyż byłoby to sprzeczne z unijnymi regułami handlu międzynarodowego i interesem biedniejszej części naszego społeczeństwa. Zresztą krajowa produkcja miodu nie pokrywa istniejącego, wciąż małego zapotrzebowania i import jest konieczny. Można go zastąpić lepszym wykorzystaniem istniejącego w kraju zasobu miodowego, dostępnego dla pszczół, zmniejszeniem zużycia miodu przez pszczoły na potrzeby własne i zwiększeniem sprzedaży miodu przez pasieki amatorskie.

W dezyderacie nr 7 Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi postuluje się monitoring stanu zdrowotności rodzin pszczelich, obowiązek badania pszczół w pasiekach pod kątem zgnilca amerykańskiego, warrozy i nosemozy, posiadania świadectwa zdrowia pszczół dla pasiek wędrujących na pożytki. W tym ostatnim żądaniu pominięto znacznie powszechniejszy handel pakietami pszczół. Wszystkie te kosztowne czynności służą tylko rozpoznaniu i zapobieganiu rozpowszechniania chorób pszczół przez rabunki i przewóz rodzin pszczelich. Pod jakim względem postulaty te są lepsze od obowiązującej od lat kwarantanny, widocznie nieskutecznej?

Stan zdrowotny pszczół również mogą i powinni poprawić sami pszczelarze we własnym zakresie. Wiadomo od lat, że najbardziej podatne na choroby są słabe rodziny pszczele, tak jak słabe organizmy w całym, żywym świecie. Powszechne jest osłabianie rodzin pszczelich przez rójki, tworzenie odkładów, ograniczenie czerwienia matek, przepszczelenie. Powszechna słabość rodzin w Polsce znajduje swój wyraz w niskich zbiorach miodu z każdego pnia, stanowiącego w przeciętnych warunkach zaledwie kilka lub kilkanaście procent łącznego zbioru z pola.

Wszystkie postulaty związków pszczelarskich w sprawie przywrócenia opłacalności i zdrowia pasiek są kierowane do realizacji przez rząd i podlegające mu urzędy, oczywiście na ich koszt. Nie ma tu znaczenia, czy to są środki z naszych podatków czy unijne. Jest to ta sama kasa, z której finansowane są różne potrzeby państwa.

Wszystkie poruszone w tym atrykule aktualne problemy pszczelarstwa mogą rozwiązać sami pszczelarze, korzystając w razie potrzeby z pomocy związków pszczelarskich, istniejących placówek naukowo-badawczych i ośrodków wymiany myśli bez pomocy państwa polskiego.

e-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
telefon: 728 328 422

 
 ---
 
© Miesięcznik PSZCZELARSTWO, Pszczelnicze Towarzystwo Naukowe, 2004-2016