Przemysław Gierchatowski

„Pogotowie Rojowe"

Okazuje się, że odkąd pszczoły wpisały się na stałe w krajobraz miast, bo liberalizacja prawa umożliwiła trzymanie ich w miastach. Pojawiły się jednak problemy związane z rójkami. Rojenie się nie jest chciane przez pszczelarza, bo w ulu nie ma „kto" pracować oraz miodu nosić i nie jest lubiane przez zwykłych mieszkańców miast. Panu „Kowalskiemu" pszczoły zwykle kojarzą się z żądleniem, a nie z pysznym i zdrowym miodem. Wyobraźnię skutecznie pobudzają amerykańskie filmy typu „Rój". I co w takiej sytuacji począć? Jak sprawić, aby życie z pszczołami stało się znośniejsze i mniej stresujące dla mieszkańców miast? W sukurs przychodzi grupa zapaleńców, którzy stworzyli „Pogotowie Rojowe". Wszystko zaczęło się niewinnie dwa lata temu. Wtedy zebrano około 80 rojów, w minionym sezonie – trochę mniej. Zobaczymy, co pokaże bieżący rok.

Rój, fot. K. FaszczewskiInicjatywa powołania „Pogotowia Rojowego", funkcjonującego na terenie miasta stołecznego Warszawy, jest inicjatywą Pasieki Edukacyjnej i Stowarzyszenia Pszczelarzy Polskich „Polanka". Grupa zapaleńców postanowiła odciążyć służby miejskie, w szczególności Straż Pożarną i Straż Miejską, które w tak dużym mieście, jakim jest Warszawa, musiały zajmować się dodatkowo sprawami związanymi z coraz częstszym rojeniem się pszczół.

„Pogotowie Rojowe" funkcjonuje przez cały sezon. Wezwań do rojów jest dużo. Czasem wystarczy tylko zgarnąć rój z drzewa, ale niejednokrotnie są to skomplikowane zadania, jak np. wyciąganie roju z komina. W naszym „Pogotowiu" ceniona jest sprawność fizyczna, utrzymanie równowagi na wysokości czy zdolności wspinaczkowe. Działa w nim kilku ochotników, którzy po otrzymaniu zgłoszenia o wiszącym roju, zostawiają wszystko i udają się po niego. W celu ułatwienia pracy podzielono Warszawę na sektory. Całością zawiaduje i rozdziela zgłoszenia koordynator Małgorzata Brendel. Wszystko jest więc zorganizowane. Z winy warszawskich korków nie zawsze jednak uda się zdążyć na czas i zdjąć rój.

Poza usuwaniem rojów, wolontariusze „Pogotowia" zajmują się pracą edukacyjną polegającą na tłumaczeniu i pokazywaniu, że pszczoły rojowe w większości przypadków są bardzo łagodne. Nasi wolontariusze potwierdzają, że w społeczeństwie nie ma wiedzy na temat życia pszczół. Okazuje się, że przeciętny Polak nie odróżnia pszczoły od osy, a nawet trzmiela. Zdarzały się bowiem zgłoszenia do gniazd właśnie tych błonkówek. Ponadto zdarzają się problemy i „kolizje" z innymi pszczelarzami, którzy albo nie zabierali całego roju, albo zbyt szybko starali się go osadzić, co powodowało powrót roju na stare miejsce, a tego powinno się unikać. Pszczelarze z „Pogotowia" zdejmują roje zgodnie z zasadami, a pszczołom w ten sposób pozyskanym dawany jest nowy start w pasiekach, także początkujących pszczelarzy. Przed wprowadzeniem rojów do pasiek, pszczoły przechodzą kwarantannę, a w razie konieczności są leczone.

Nasza rojowa inicjatywa boryka się z trudnościami związanymi głównie ze sprzętem. Niezbędny w „Pogotowiu" sprzęt, jak lekkie, długie drabiny, jest kosztowny. W minionym roku złożony został wniosek do warszawskiego Wydziału Ochrony Środowiska w sprawie konkursu dotyczącego edukacji i ochrony zwierząt. Miejmy nadzieję, że uzyskamy aprobatę i dofinansowanie na ten cel.

Bieżący sezon będzie już trzecim sezonem w służbie dla pszczół i mieszkańców Warszawy. Sądzę, że akcja jest wartościowa i powinna znaleźć naśladowców w innych miastach, ku obopólnej uciesze pszczelarzy, a może przede wszystkim mieszkańców.

Na koniec podam numer telefonu do koordynatora całego przedsięwzięcia – pani Małgorzaty Brendel: 601-365-756, do której można zgłaszać informacje o wiszących rojach. Można też zaczerpnąć informacji, do czego zachęcam.

 
 ---
 
© Miesięcznik PSZCZELARSTWO, Pszczelnicze Towarzystwo Naukowe, 2004-2016