Kazimierz Jan Paczesny, prawnik, Mistrz Pszczelarstwa

O Narodowej Strategii Ochrony Owadów Zapylających
– nasz głos naszą szansą

fot.  K. KasperekDnia 8 sierpnia 2017 roku odbyła się oficjalna inauguracja prac nad polską Narodową Strategią Ochrony Owadów Zapylających, zwłaszcza ochrony pszczoły miodnej. Narodowa Strategia stanowi dokument określający konkretne cele i sposoby w jakie cały kraj będzie je realizował na przestrzeni lat. Innymi słowy, w ramach polskiej Narodowej Strategii Ochrony Owadów Zapylających określone zostaną sposoby poprawy dobrostanu pszczół na terenie Polski. Do sposobów tych będą odnosiły się urzędy, np. odpowiedzialne za dopłaty czy zdrowotność zwierząt. Strategię trzeba będzie uwzględniać podczas stanowienia prawa normującego kwestie związane z pszczelarstwem, w szerokim tego słowa rozumieniu.

Biorąc pod uwagę znaczenie owadów zapylających i ich ogólną sytuację, nie może dziwić, że szereg podmiotów postulował, mniej lub bardziej świadomie, powstanie Narodowej Strategii. Bezpośrednio były to zarówno organizacje pszczelarskie (Polski Związki Pszczelarski, Stowarzyszenie Pszczelarzy Zawodowych, Stowarzyszenie Pszczelarzy Polskich Polanka), tzw. „organizacje ekologiczne" (Greenpeace), a także wiele osób prywatnych, często naukowców. Postulat sformułowania Strategii stanowi też jeden z dwu głównych wniosków końcowych pokontrolnego raportu Najwyższej Izby Kontroli o stanie wsparcia pszczelarstwa w Polsce z lipca bieżącego roku (obok nowelizacji ustawy o ochronie stanu zdrowia zwierząt oraz zwalczania chorób zakaźnych).

Całość projektu spisania Narodowej Strategii objęło patronatem Ministerstwo Rolnictwa. Chociaż nie ustalono jeszcze konkretnych jej założeń, za kluczowe uznać należy dość ogólne stwierdzenia o uczynieniu z Polski „lidera ochrony pszczół", o walce ze zubożeniem pożytków i zmianami klimatu oraz rolnictwa. Patrząc na ostatni list PZP, SPZ, Polanki i Greenpeace z żądaniem wycofania z użycia 4 pestycydów oraz oświadczenia przedstawicieli tych organizacji, a także trwające od pamiętnego Marszu w Obronie Pszczół z marca 2012 roku działania przeciw neonikotynoidom, bardzo znaczącym problemem opisanym Strategią będzie chemizacja produkcji rolnej.

Co znajdzie się w dokumencie, nie wiadomo, jest to bowiem kwestia otwarta i w dużej mierze zależna od nas – pszczelarzy. Skoro mówimy o rozpoczęciu prac nad jakże istotnym aktem, rzeczą naturalną będzie przeprowadzenie konsultacji społecznych. Biorąc pod uwagę znaczenie Strategii, czas jej obowiązywania i wiedzę ludzi na co dzień zajmujących się „pszczelarzeniem", planuje się przeprowadzenie debat już jesienią tego roku. Konsultacje mają odbyć się, co ważne, nie tylko w Warszawie, ale i w innych miastach Polski, stąd gorący apel do Koleżanek i Kolegów o jak najmądrzejsze i najaktywniejsze w nich uczestnictwo. I to bez względu na oponentów szafujących oskarżenia względem pszczelarzy, bo te z pewnością będą miały miejsce. Może nie masowo, ale jak wynika z moich rozmów z osobami zaangażowanymi w projekt, proszę przygotować się na ewentualne ataki i zachować spokój, bo bardzo często będą one zupełnie oderwane od rzeczywistości i już fundamentalna wiedza z zakresu pszczelarstwa, np.: o długości życia i efektywności matki w rodzinie pszczelej, pozwoli odeprzeć oskarżenia o „spowodowanie upadku pszczół irracjonalnym mordowaniem najważniejszych pszczół". Cenna może okazać się też wiedza z przywołanego już raportu NIK, obejmująca m.in. dane statystyczne, jak wzrost liczby pszczelarzy o 19% w stosunku do 2013 roku przy wzroście liczby pni (uli zasiedlonych przez pszczoły) jedynie o 12%, co po uwzględnieniu zakupu tysięcy refundowanych odkładów jest kolejnym argumentem o pogorszeniu ogólnego stanu pogłowia pszczół. Jedynie osoba bez podstaw pszczelarskiego rzemiosła utożsami kilkuramkowe odkłady z silną rodziną pracującą na kilku korpusach. Do tego kolejnym problemem jest brak „dopływu świeżej krwi". Tajemnicą poliszynela jest średnia wieku polskich pszczelarzy, co też nie uszło uwadze kontrolerów. Oby podczas prac uwzględniono ten fakt oraz to, że 20 mln zł rocznie przeznaczanych na mechanizm Wsparcia Produktów Pszczelich dla wszystkich związków i organizacji, nie stanowi szczególnej zachęty dla osób młodych, wychowanych już w kapitalizmie i żądających konkretów finansowych. Znaczne zwiększenie liczby szkoleń zdaje się być potrzebne ze względu na niewłaściwe stosowanie leków (pochłaniających kilkadziesiąt procent refundacji), co podkreślano zarówno podczas kontroli, jak i wypowiedzi przedstawicieli Polskiego Związku Pszczelarskiego. I tyle oficjalnie o samej Strategii na sierpniowej konferencji.

Zdecydowana większość z nas ma konkretne pomysły na rozwiązanie problemów w hodowli i ochronie pszczół, być może czasem obejmujące niewielki fragment rzeczywistości, ale i te zebrane w całość dają wcale niebagatelny potencjał. Podczas spotkań z pszczelarzami podawane są bardzo dobre rozwiązania, które chyba tylko przez skromność ich pomysłodawców mogą nigdy nie wejść w życie. Podczas konferencji prezes Stowarzyszenia Pszczelarzy Zawodowych – Janusz Kasztelewicz podał, że ubiegłej zimy nie przeżyło u nas nawet 40% rodzin pszczelich, a za Odrą padło 60% pszczół. Każdy głos może więc okazać się tym kluczowym. Dla przykładu podam, że w USA udało się wreszcie zatrzymać spadek pogłowia pszczół, a liczbę rodzin pszczelich nawet nieznacznie zwiększyć. Wymagało to współdziałania tysięcy osób: od pszczelarzy i polityków, naukowców i ekologów (zwłaszcza ekologów ze znajomością zagadnienia), po rolników (np.: plantatorów migdałów), którzy pojęli znaczenie zapylaczy. Kto wie, może i polscy rolnicy, zwłaszcza sadownicy, u których świadomość znaczenia pszczół miodnych rośnie chyba najszybciej, zrozumieją, jaką rolę odgrywają pszczelarze i ich podopieczne w wyżywieniu całego społeczeństwa. Polska Narodowa Strategia Ochrony Owadów Zapylających dopiero się tworzy. Tego typu dokument obowiązuje już np. w Norwegii czy w Wielkiej Brytanii, która już wdraża w życie swoje narodowe strategie, zarówno ogólnopaństwowe, jak i regionalne. ˜ Anglia była niejako prekursorem strategii, formułując dziesięcioletnią strategię w listopadzie 2014 roku. Jako prawnik nie mogę jednak nazywać zilustrowanej około trzydziestostronicowej broszury komplementarnym aktem prawnym, czego nie zmienią nawet wydane doń uzupełnienia. Odmienny charakter cechuje rozwiązanie ˜ amerykańskie (USA) wydane kilka miesięcy później, w maju 2015 roku, liczące kilkaset stron. W tym samym roku wydano strategię irlandzką obowiązującą, w odróżnieniu od strategii brytyjskich, do 2026 roku, a także ˜ strategii szkockiej obliczonej jako „pięciolatka" oraz oczekującej na przyjęcie przez EU wspólnej strategii europejskiej od 2020 roku. Czy jednak może powieść się spisanie spójnej, szczegółowej strategii dla całego kontynentu czy „choćby" samej Unii ze Szwajcarią i Norwegią? Trudno jest bowiem porównywać sytuację Polski i Norwegii pod względem pszczelarstwa i ogółu rolnictwa. Struktura gospodarstw, stosowana technologia, stan środowiska naturalnego i środowiska prawnego, nawet gęstość zaludnienia zdecydowanie różnicują oba kraje, przez co implementację rozwiązań norweskich pozostawiłbym ekspertom z danych dziedzin, a pszczelarzom nie „importował" bez stosownej analizy rozwiązań, które będąc na pierwszy rzut oka atrakcyjnymi i faktycznie skutecznymi w Skandynawii, zupełnie nie sprawdzą się nad Wisłą. Żeby uzmysłowić sobie o czym mówimy, jak dalekie są rozbieżności między poszczególnymi krajami, wystarczy ponownie spojrzeć na statystykę, tym razem ogólnoeuropejską. W Polsce w poprzednim sezonie gospodarowano w około 1,5 mln pni. Tymczasem większa obszarowo od Rzeczypospolitej, ale o mniejszym zaludnieniu, Norwegia ma 37 tys. uli, podczas gdy całe Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii – tylko 223 tys. pni. Dlatego pomysł stawiania uli na skwerach, dający jak najbardziej pozytywne efekty w Oslo, w przepszczelonym województwie lubelskim mógłby wywoływać co najmniej spory. Jako ciekawostkę i powód do dumy może warto wspomnieć sporządzony kilka miesięcy temu przed uchwaleniem Angielskiej Strategii plan przywrócenia pszczół w Lasach Państwowych.

Pod względem liczbowym nieco lepiej od państw północnej części Europy wypadały Niemcy, choć w przypadku tego najbardziej zaludnionego kraju Europy o większym obszarze od Wielkiej Brytanii czy Polski, liczba 807 tys. nie robi wrażenia. Przecież w dużo mniejszych Czechach w minionym sezonie było 671 tys. rodzin pszczelich, a na Węgrzech – ponad milion. Oczywiście w Unii są „liderzy", jak Rumunia z blisko 2,5 mln pni czy Hiszpania z 2,84 mln uli, ale według mojej wiedzy stosownego aktu prawnego nie mają.

Liczę na powstanie bardziej szczegółowego polskiego dokumentu, niż w innych krajach, gdzie odpowiednie strategie czy plany akcji już funkcjonują (por. fr. Française National Action Plan, wal. The Action Plan for Pollinators in Wales). Skupmy się więc raczej na rzeczowej ocenie naszej sytuacji i wynikających z praktyki pomysłach na jej polepszenie. I temu właśnie służyć mają konsultacje, które przypomnijmy będą miały miejsce jesienią tego roku. Przedstawiciel Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi zapewnił, że pszczelarstwo jest jednym z najważniejszych dla Ministra sektorów produkcji rolnej, wręcz sektorem kluczowym, i wszelkie uwagi mają być odnotowane i poddane pracy przy opracowywaniu stosownych regulacji. Cieszy również postawa tzw. „ekologów", zwłaszcza z Greenpeace, nieograniczających się tylko do akcji w stylu „ocalić puszczę", ale realnie angażujących się w ochronę pszczół. To przecież oni opracowali stosowny raport o finansach i biorą czynny udział w opracowaniu całej akcji. Podobnie prasa branżowa pozostałych sektorów produkcji rolnej zdaje się zauważać zagrożenie i angażować się w projekt.

Pszczelarze! Nie bądźmy gorsi i dowiadujmy się, kiedy konsultacje będą miały miejsce w naszej okolicy. Informujmy kolegów, znajomych. Spisujmy swoje pomysły i przedstawiajmy je, np.: jako koło czy stowarzyszenie pszczelarskie. Oczywiście nie zaszkodzi przesłanie listu do Ministerstwa. Konsultacje społeczne jawią się dziś jako jeden z najważniejszych, jeśli nie najważniejszy etap prac nad Narodową Strategią. Dlatego raz jeszcze proszę, nie bójmy się zabierać głosu, zarówno jako organizacje, jak i poszczególne osoby. Co więcej, rejestrujmy spotkania sprzętem audio-video, dokumentujmy zarówno nasze pomysły i postulaty, dziejącą się z naszym udziałem historię. Jak dziś uczy się w szkołach o degradacji środowiska naturalnego na przykładzie Jeziora Aralskiego, za jakiś czas będzie się uczyć o ludziach, którzy tegoż środowiska mądrze bronili. Jestem tego pewien, zwłaszcza że walczymy przede wszystkim o przyszłość, choć i poprawa obecnej sytuacji nie jest bez znaczenia. Miejmy na uwadze wzbogacanie zróżnicowanej bazy pożytkowej dla zapylaczy. Myślmy o dopłatach do pni, stworzeniu mechanizmów opłacalności w zapylaniu upraw, gratyfikacjach za przeciwdziałanie chorobom pszczół, egzekwowanym zakazie stosowania choćby prawdopodobnie szkodliwych substancji, co jest wsparciem dla całego środowiska naturalnego. Obecnie konieczne jest „uzbrojenie" laboratoriów w najwyższej klasy sprzęt czy uświadomienie pszczelarzy w zakresie konieczności przesyłania do laboratorium próbek pszczół w przypadku wszelkich upadków pszczół.

Innym pomysłem, z jakim się spotkałem, było monitorowanie rodzin dziko żyjących, zwłaszcza stanu ich zdrowotności, w czym mogliby brać udział wolontariusze. Zastanawiałbym się nad utworzeniem krajowej mapy pogłowia pszczół z miejscami bytowania zarówno znanych rodzin dziko żyjących, jak i tych żyjących w naszych ulach. Niestety część z nas, zwykle nawet nie rejestruje swoich pasiek u Powiatowego Lekarza Weterynarii. I szkoda.

Szanowni Przyjaciele, politycy zwykle nie są ekspertami, eksperci praktykami, przez co głos środowiska pszczelarskiego, nasz głos, coraz bardziej zyskuje na znaczeniu. Dlatego nie wstydzimy się nawet pozornie najbardziej oderwanych od rzeczywistości pomysłów, bo to, co kilkadziesiąt czy nawet kilkanaście lat temu było fikcją, dziś staje się rzeczywistością. Technologia pracy z pszczołami jest technologią w pełni tego słowa znaczeniu, stąd jej racjonalizacja to powód do dumy. Zwłaszcza w czasie, kiedy pszczoły i co ważniejsze Przyszłe Pokolenia potrzebują naszej pomocy.

fot. K. Kasperek

 
 ---
 
© Miesięcznik PSZCZELARSTWO, Pszczelnicze Towarzystwo Naukowe, 2004-2016
Agroturystyka