Alicja Ścięgosz

Mimo ulicznego gwaru dookoła panowała absolutna cisza

Zima. Cała przyroda dookoła nas okryła się białym puchem. Tak szczelnie, jak matka kołdrą otula ukochane dzieci. Znikły złotawe kolory jesieni. Drzewa ogołociły się z liści, nigdzie nie przebija zielona trawa. Nawet słońce, choć ciągle to samo, nie grzeje tak mocno jak w lecie. Ucichł wesoły odgłos pszczół na łąkach i w sadach owocowych. Na zimę cała przyroda jakby zamiera, cichnie. Czasem wydaje nam się, że zima nigdy się nie skończy, wiosna nigdy nie nadejdzie, a świat nie stanie się znów kolorowy. Jednak i przyrodzie, i nam – ludziom potrzebny jest czasem odpoczynek. On dodaje nam ochoty do dalszej pracy, regeneruje nasze siły. Potrzebujemy równowagi, aby nie popadać w pracoholizm lub lenistwo. Nawet Bóg odpoczął po 6 dniach pracy stwórczej. Dał nam w ten sposób „przepis" na dobre życie. W dzień święty mamy odpocząć, a swoim odpoczynkiem chwalić Boga i poświęcić Mu swój czas. Świat został przepięknie stworzony, abyśmy mogli z niego korzystać. Cieszmy się nim!

Podczas tegorocznych wakacji miałam możliwość udania się do Ziemi Świętej. Niesamowitym przeżyciem było odwiedzanie miejsc, po których stąpał Jezus, Apostołowie, Matka Boża, św. Anna czy wielu innych świętych. Pomimo wielu wspaniałych przeżyć najbardziej przejmująca była obecność Ducha Świętego w świętych miejscach upamiętniających wydarzenia zbawcze.

Bazylika Bożego Narodzenia (Betlejem, Palestyna) wybudowana w VI wieku nad relikwią Groty Narodzenia Pańskiego. Całość należy do prawosławnych Greków, tylko lewe skrzydło – do Ormian (fot. A. Ścięgosz)Doskonale pamiętam pobyt w Betlejem, które znajduje się na terytorium Palestyny. Wszędzie atmosfera konfliktu czy nawet wojny, na ulicy wojskowe patrole z ogromnymi kałasznikowami, a nad głowami szum myśliwców... Jednak wewnątrz Bazyliki Bożego Narodzenia wszystko cichło. Mimo ulicznego gwaru dookoła w miejscu narodzin naszego Boga panowała absolutna cisza, przerywana tylko modlitwami czy wycieraniem łez wzruszenia... Dlaczego o tym piszę? Aby postawić Maryję za wzór współczesnemu człowiekowi. Zbyt często nie ufamy Bogu, nie słuchamy Go, czyniąc po swojemu. Wydaje nam się, że tylko działając na własną rękę, możemy być szczęśliwi. Tymczasem jest to ogromny błąd. Maryja zaufała Bogu do końca, mimo że jej sytuacja wcale nie była łatwa. Zmuszona była wraz z Józefem uciekać do Egiptu przez pustynię. Nie była to jednak taka pustynia, jaką sobie wyobrażałam będąc dzieckiem – czyli piaszczysta pustynia.

Pustynia oddzielająca dzisiejszy Egipt od Izraela to gołe, surowe skały. Czasem przybierają kształty gór, czasem jest to nizina, której kresu nie można dojrzeć. Niesprzyjający klimat, piekące słońce, ucieczka..., jednak mimo wszelkich niepewności Maryja nie zachwiała się w swej wierze. Tak i my – pszczelarze nie oddalajmy się od Boga. Święty Augustyn powiedział zdanie, do którego powinniśmy codziennie się odnosić: „Gdzie Bóg jest na pierwszym miejscu, tam wszystko jest na swoim miejscu". To w Niego codziennie się wpatrujmy. Słuchając Boga, nie pogubimy się w naszym życiu. Pszczoły bez matki czują się zagubione, nieporadne, osamotnione. Tak i my – jak niemądre owieczki – odłączając się od swojego Pasterza, możemy łatwo się zagubić i wplątać w różne niebezpieczeństwa. Człowiek z natury jest słaby. Potrzebuje opiekuna, obrońcy, który nie zostawi go pomimo błędów czy wad.

Czasami wydaje się, że nasza praca nie przynosi owoców, że mimo opieki nad pszczołami, zimowania i dokarmiania na wiosnę okazuje się, że nie wszystkie rodziny przeżyły. Ale nie wolno tracić nadziei ani się poddawać. Praca pszczelarza jest trudna, ale jakże piękna. Każdy z nas chyba przyzna, że pierwsza w danym roku łyżka świeżego, błyszczącego słońcem miodu barwy bursztynu wynagradza cały trud. Ciesząc się miodem – owocem pracy pszczół, ale także i naszej im pomocy, cieszymy się darem bożym.

Niedługo będziemy obchodzić najpiękniejsze święta w roku – Święta Bożego Narodzenia. W ten piękny czas gromadzimy się wokół wspólnego stołu wraz z całą rodziną. Spożywamy razem wieczerzę wigilijną, łamiemy się opłatkiem. Stajemy dookoła białego opłatka jak pszczoły wokół swojej matki. Jednoczymy się z rodziną, tak jak pszczoły jednoczą się w ulu, pomagają sobie, współpracują. Pszczoły jako owady społeczne nie potrafią żyć samodzielnie, potrzebują towarzyszy. Dzielą się pracą między sobą, bo żadna z nich nie jest w stanie przeprowadzić procesu wytwarzania miodu samodzielnie. My – ludzie zbyt często nie potrafimy docenić daru wspólnoty rodzinnej. Dzisiejsze czasy nie sprzyjają podtrzymywaniu kontaktów rodzinnych, jednak każdy z nas potrzebuje pomocy oraz wsparcia, gdyż nie jesteśmy samowystarczalni.

Autorka jako mała dziewczynka z mamą Joanną i ukochanym dziadkiem Piotrem.Pamiętam moje pierwsze Wigilie spędzane wraz z całą rodziną u dziadków w Wyszkowie. Na wigilijnym stole oprócz wielu wspaniałych potraw, śledzi, pieczonych ziemniaków, aromatycznego kompotu z suszu stały także ozdoby. Ubogie, ale wyjątkowe. Najpiękniejszymi ozdobami zawsze jednak były świece. Ale nie były to zwykłe świece, tylko przepiękne świece woskowe, które mój dziadek – Piotr Ścięgosz własnoręcznie tworzył. Te najprostsze – z węzy – zawsze podobały mi się najbardziej. Przywodziły na myśl zapach lata, słońca, miodu. W ciągu mojego życia miałam okazję widzieć wiele wspaniałych woskowych świec. Dzięki rozwojowi techniki i maszyn odlewczych można tworzyć dowolne kształty i wzory, a nawet kolory tychże świec. Mimo to, nigdy nie znalazłam świec identycznych jak te od dziadka. Chyba fakt, że to dziadek je robił, powodował, że świece były takie wyjątkowe. Łzy napływają mi do oczu, gdy wspomnę wyszkowską piwnicę pełną ramek, uli do remontu i różnych, wtedy dla mnie tajemniczych maszyn. Pasieka i miejsca związane z pszczołami były zawsze królestwem dziadka. Tam można było go znaleźć. Przy jarzeniówce wytapiał wosk, zlewał miód, robił świece czy udoskonalał sprzęt pszczelarski.

fot. K. WyznerWspomnienia z dzieciństwa są zawsze najpiękniejsze. Dawne lata jawią nam się w różowych kolorach, choć nie zawsze tak naprawdę było. Moje dzieciństwo ma dla mnie kolor miodu i smak plastra z miodem. Pamiętam zapach dymu z podkurzacza, bzyczenie pszczół i ból użądlenia. Jako małe dziecko często biegałam boso po pasiece. Nieraz takie bieganie kończyło się płaczem. I choć wtedy dla małej dziewczynki był to ogromny ból, dziś wspominam to z rozrzewnieniem i uśmiechem. Warto czasem przyjąć mniejszy ból, by uodpornić się na gorsze doznania. Każdego dnia przeżywamy różne trudności i problemy, ale pracą fizyczną i pracą nad sobą możemy dobrze się przygotować, by stawić czoło wszystkim przeciwnościom losu.

Z okazji tych niezwykłych Świąt życzę wszystkim, aby przeżyli je głęboko, pamiętając o Dziecinie, która przyszła na świat w zimnym żłóbku, by uleczyć świat. Na ten nadchodzący rok życzę wszystkim, ale także i sobie, by nie uciekać od problemów, lecz mężnie z nimi walczyć, i pamiętać przy tym, że mając obrońcę – Boga, nie przyjdzie na nas żadna, straszna trwoga.

 
 ---
 
© Miesięcznik PSZCZELARSTWO, Pszczelnicze Towarzystwo Naukowe, 2004-2016