To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Miesięcznik PSZCZELARSTWO
Forum dyskusyjne Miesięcznika PSZCZELARSTWO

Choroby, szkodniki i zagadnienia sanitarno weterynaryjne - Wypełnij ankietę, jeżeli lek na warrozę był nieskuteczny

Anonymous - 2008-01-02, 14:30
Temat postu: Wypełnij ankietę, jeżeli lek na warrozę był nieskuteczny
Wypełnij ankietę, jeżeli lek na warrozę był nieskuteczny

W mojej i wielu innych pasiekach stwierdzono niską skuteczność leków na warrozę. Już na jesieni w wielu rejonach kraju silnie osłabły rodziny pszczele, a nawet osypały się. Odnotowano też zjawisko pustych uli z garstką pszczół. Aby dokonać zmian w systemie leczenia kompetentne organa muszą o tym wiedzieć i znać skalę zjawiska.
Pamiętajmy, że to my, a nie urzędnik, czy weterynarz posiada pszczoły i to my pierwsi znamy skuteczność leku czy też na własnej skórze odczuwamy jego uboczne działanie na nasz organizm.
Naszym OBOWIĄZKIEM jest informowanie o zaobserwowanych nieprawidłowościach. Im więcej ankiet spłynie do Urzędu, tym bardziej skorzystamy.


Ankietę można pobrać z linku: http://www.avico.com.pl/Ankieta.doc

Nie ma specjalnej ankiety dla pszczelarzy, ale po drobnych modyfikacjach odpowiada ona naszym celom. W razie niejasności Urząd, a ściślej Wydział Produktów Leczniczych Weterynaryjnych służy dalszymi wyjaśnieniami (telefon w ankiecie).

Starajmy się wypełnić wszystkie rubryki i tak:
Rasa – wpisujemy – kraińska, środkowoeuropejska, kaukaska, czy inne, jakie posiadamy, lub MIX, jeżeli są to lokalne kundle.
W rubryce: Nazwa zastosowanego produktu leczniczego weterynaryjnego wpisujemy nazwę leku.
Ważne jest podanie numeru serii, jaka widnieje na każdym opakowaniu leku, a nawet bywa numer pozwolenia na dopuszczenie do obrotu.
Dawka podawania też jest istotna. Oczywiście, kiedy podano lek i czas trwania leczenia. Urząd wymaga informacji, kto podawał lek – weterynarz, pszczelarz czy ktoś inny – (kto).
W rubryce: Czy powiadomiono podmiot odpowiedzialny za wprowadzenie leku do obrotu? Wpisujemy, czy o swoich spostrzeżeniach powiadomiliśmy producenta leku.
W rubryce Liczba zwierząt leczonych należy podać pszczele rodziny, a nie pszczoły liczone na sztuki.
W części opisowej możemy wpisać nasze obserwacje i uwagi. Bywa też, że sami odczuliśmy na sobie ujemne skutki działania leku po kontakcie z nim i o tym też trzeba napisać.

Pamiętaj, że na Tobie też spoczywa odpowiedzialność za pasieki pszczelarzy bez dostępu do Internetu. Postaraj się udostępnić ankiety wśród innych pszczelarzy, na zebraniu w kole, itp. Można ankiety wysłać zbiorczo w jednym liście.


Umieść to pismo na znanych Ci forach Internetowych, wyślij mailem do pszczelarzy, etc. Sprawa jest zbyt poważna, aby ją zbagatelizować!


Zdjęcia ilustrują efekty działania ekologicznych preparatów Beevital i Bienen Wohl po trzech miesiącach przebywania w ulu pasków Baywarolu.


Drohne - 2008-01-03, 16:43

Trzy miesiące Bayvarol w ulu ??? Dlaczego tak długo ? Normalnie tzn. zgodnie z zlaeceniami powinien max po 6 tygodniach być usunięty, a dociekliwy pszczelarz zrobił by tydzień po usunięciu pasków kontrolne odymianie Apiwarolem przynajmniej w co dziesiątym ulu.Po takiej kontroli duży osyp we wrześniu lub na początku pażdziernika sugerowałby zastosowanie ponowne Apiwarolu lub innego skutecznego leku, a nie czekać z leczeniem do grudnia.Jak ktoś liczy na miód pod koniec sierpnia lub ma spadż we wrześniu, a leczyć zaczyna w pażdzierniku to ma takie osypy V. desructor i nastepnie A. mellifera się osypie za pare miesięcy.Jeżeli normalną praktyką jest i było wcześniej przetrzmywanie tak długo pasków, to sobie Pan sam wyhodował oporne roztocza i już żaden środek z tą samą sub. czynną nie pomoże
Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo zdrowia w Nowym Roku Panu i pszczołom!
P.D.

Anonymous - 2008-01-03, 22:00
Temat postu: Lek powinien być skuteczny
Trzy miesiące Bayvarol w ulu ??? Dlaczego tak długo ?


Zwykłe życiowe sprawy i inne zajęcia. Nie każdy jest panem swojego czasu.


Normalnie tzn. zgodnie z zlaeceniami powinien max po 6 tygodniach być usunięty, a dociekliwy pszczelarz zrobił by tydzień po usunięciu pasków kontrolne odymianie Apiwarolem przynajmniej w co dziesiątym ulu.


To znaczy, że dociekliwy pszczelarz nie powinien mieć zaufania do leków renomowanej firmy. Po drugie, trzymając się ściśle zaleceń ekspozycji leku w ulu, należy zauważyć, że nic producent nie pisze o dodatkowym, choćby testowym leczeniu. Dłuższe przetrzymanie pasków nie jest rażącym błędem, bo warroza, powinna wcześniej zdechnąć. Jeżeli nie zdechła, to znaczy, że nie wydłużony czas ekspozycji był powodem jej lekooporności. Do tej pory nigdy wcześniej nie używałem Baywarolu, ani klartanu. Klartan był masowo rozprowadzany przez prezesa skierniewickiego, koła, który obraził się na mnie, kiedy mu zwróciłem uwagę informując, że łamie prawo. Inseminując matki szczególnie dbałem o zwiększenie liczby trutni. Przekłada się to na ilość warrozy. Niezależnie od wielkości populacji pasożyta, lek powinien być skuteczny, a nie był. Paranoją jest kupowanie leku, (co z tego, że z dotacji), który ma działać, a nie działa i później kupować inny lek. Chyba nie tak powinno wyglądać leczenie.


Po takiej kontroli duży osyp we wrześniu lub na początku pażdziernika sugerowałby zastosowanie ponowne Apiwarolu lub innego skutecznego leku, a nie czekać z leczeniem do grudnia.Jak ktoś liczy na miód pod koniec sierpnia lub ma spadż we wrześniu, a leczyć zaczyna w pażdzierniku to ma takie osypy V. desructor i nastepnie A. mellifera się osypie za pare miesięcy.Jeżeli normalną praktyką jest i było wcześniej przetrzmywanie tak długo pasków, to sobie Pan sam wyhodował oporne roztocza i już żaden środek z tą samą sub. czynną nie pomoże
Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo zdrowia w Nowym Roku Panu i pszczołom!
P.D.



Podobne przypadki wystąpiły w wielu pasiekach. Powiem więcej, mam sygnały z Niemiec, że tam zaczynają odchodzić od kwasu mrówkowego, który przestaje być skuteczny jak dawniej.

Mogłem wszystko olać, bo w ten, czy inny sposób bym sobie poradził. Moim celem jest pokazanie problemu i sposobów jego likwidacji. Do niedawna i ja nie wiedziałem, że w przypadku nieskutecznego leku trzeba powiadamiać odpowiedni organ, aby urząd podjął stosowne działania. Pszczelarze sami muszą się zmobilizować, bo to oni mają pełną wiedzę, której nie mają urzędnicy. Na organizacje pszczelarskie nie ma, co liczyć, skoro ich niektórzy działacze, albo produkują leki -samoróby, albo nimi handlują. Jeden z nich spotkaniu, w MINROLU zapewniał, że leki są bardzo skuteczne. Przy takich argumentach, które zweryfikuje wiosna, można domniemywać, że działaczom bardziej zależy na fruktach uzyskiwanych z dystrybucji drogich, a nieskutecznych leków niż na pszczołach. Absolutnie nie twierdzę, ze Baywarol jest zły. On się w niektórych rejonach naszego kraju nie sprawdził, bo producent nie był w stanie przewidzieć, że Polak będzie przez wiele lat pakował do ula listewki ze środkiem ochrony roślin, przez co pasożyt stał się lekooporny. Ostatnio nawet robiono stężonym klatranem na wylotach paski, po których musiały przedefilować pszczoły, aby na łapkach roznosić „lek” w ulu.
Teraz wróciła sytuacja z początku inwazji warrozy, ale jest gorzej, bo niektórzy przedkładają własny interes nad dobro ogółu i zdają się niedostrzegać dobrodziejstw preparatów ekologicznych. Przyznaję, że ja sam też byłem sceptykiem. Do czasu.

Drohne - 2008-01-04, 00:05

Sorki, ale nie znałem szczegółowych uwarunkowań. Teraz to wygląda bardziej klarownie, ale te trzy miechy to troszeczkę za długo. Ja rozumiem różne obowiązki może sprawy losowe, zdrowotne, nagły wyjazd, ale zawsze można kogoś znajomego(pszczelarza) lub poinstruowanego z rodziny poprosić o wyciągnięcie pasków.
Swoją drogą gratuluje inicjatywy i odwagi poruszenia tego tematu. Masowe osypy całych pasiek w zimie 2006/07 przeszły bez reakcji instytucji, organizacji pszczelarskich i niestety naukowców uwikłanych w interesiki z refundacjami.
Z drugiej strony to o niskiej skuteczności lub jej braku w przypadku Baywarolu i pasków z Puław(biowet) huczy w środowisku pszczelarskim od co najmniej roku. Troszeczkę jest nieodpowiedzialnym w tej sytuacji zdawać się jedynie na paski.
Nie neguję potrzeby zgłaszania nieskuteczności leku, ale większość pszczelarzy wyrzuca opakowania po lekach i trudno podać serie produktu.
Co do przyczyn lekooporności to pewnie jest po części tak jak kol. Avico pisze, ale i nagminny import materiału hodowlanego z Zachodu ma też znaczenie.Hodowla wielu potentatów produkujących matki, jak i mniejszych producentów opiera się na materiale z importu i być może nie tylko matki są importowane, może też załapały się oporne roztocza???
Ja też jestem coraz to bliższy do przejścia na środki biologiczne i kw. organiczne, ale obyśmy się nie zachłysnęli tymi biopreparatami. Pamiętać musimy to o czym kol. Pisze, że u naszych zachodnich sąsiadów pojawia się coś na kształt oporności roztoczy na kw. mrówkowy.

Anonymous - 2008-01-04, 21:04
Temat postu: Pytania bez odpowiedzi i domysły
Sorki, ale nie znałem szczegółowych uwarunkowań. Teraz to wygląda bardziej klarownie, ale te trzy miechy to troszeczkę za długo. Ja rozumiem różne obowiązki może sprawy losowe, zdrowotne, nagły wyjazd, ale zawsze można kogoś znajomego(pszczelarza) lub poinstruowanego z rodziny poprosić o wyciągnięcie pasków.


Gdyby było krócej, to rozumiem, ale dłużej, to chyba przez ten wydłużony czas warroza nie mnożyła się w geometrycznym postępie.
Hołduję sprawdzonej zasadzie: „Umiesz liczyć? – Licz na siebie”.




Swoją drogą gratuluje inicjatywy i odwagi poruszenia tego tematu. Masowe osypy całych pasiek w zimie 2006/07 przeszły bez reakcji instytucji, organizacji pszczelarskich i niestety naukowców uwikłanych w interesiki z refundacjami.



Obawiałem się ruszenia tematu, bo zbyt wielu odczuje to niczym nadepnięcie na bolący odcisk. Do tego zaraz znajdą się dyżurni „protestanci”, którzy ZAWSZE protestują. Możesz napisać na TAK, oni będą na nie. Napiszesz na NIE, oni są na tak.
To prawda, że bez materialnych dowodów nie można nikogo oskarżać tym bardziej publicznie na forum. Jednak (najczęściej) brak działania niż działanie jest, co najmniej zastanawiające. Niezrozumiałe jest wybieranie drogich leków, kiedy za miedzą jednorazowy zabieg na 100 rodzin kosztuje około 10zł.
Chyba mamy te same wątpliwości i pytania.



Z drugiej strony to o niskiej skuteczności lub jej braku w przypadku Baywarolu i pasków z Puław(biowet) huczy w środowisku pszczelarskim od co najmniej roku. Troszeczkę jest nieodpowiedzialnym w tej sytuacji zdawać się jedynie na paski.



Co do pasków rodzimej produkcji, to nawet za dopłatą bym ich nie użył. Jednak w moim mniemaniu Baywarol miał gwarancję niemieckiej jakości.
Skoro mam wkładać paski i dodatkowo odymiać amitrazą to, po jaką cholerę podwójna robota. Albo rybki, albo akwarium. Skoro nie mam zaufania do Baywarolu, to go nie używam, a nie wkładam, by później odymiać.



Nie neguję potrzeby zgłaszania nieskuteczności leku, ale większość pszczelarzy wyrzuca opakowania po lekach i trudno podać serie produktu.


Posiadanie opakowania nie jest warunkiem napisania zgłoszenia. Ma to jedynie sens w przypadku podejrzenia o nieskutecznie działającą partię leku. Nie mam opakowania, ale lek nie działał, to też trzeba napisać. Wiedza o konieczności zgłaszania jest dla nas wszystkich nowością i uczymy się, że należy trzymać opakowania, albo choćby wycięte skrawki z numerem serii.



Co do przyczyn lekooporności to pewnie jest po części tak jak kol. Avico pisze, ale i nagminny import materiału hodowlanego z Zachodu ma też znaczenie.Hodowla wielu potentatów produkujących matki, jak i mniejszych producentów opiera się na materiale z importu i być może nie tylko matki są importowane, może też załapały się oporne roztocza???




To prawda, że wiele chorób zostało zawleczonych tą drogą, ale już mały chrząszcz ulowy może przyjechać z cytrusami. Postęp i szybkość transportu ma swoją cenę. Osobiście obawiam się też wprowadzenia obcych genów, a w szczególności z importem znanych nam kundli, na które panuje obecnie moda.



Ja też jestem coraz to bliższy do przejścia na środki biologiczne i kw. organiczne, ale obyśmy się nie zachłysnęli tymi biopreparatami. Pamiętać musimy to o czym kol. Pisze, że u naszych zachodnich sąsiadów pojawia się coś na kształt oporności roztoczy na kw. mrówkowy.



Też prawda. Wszystko ma swój początek i koniec. Biopreparaty mają ogromną przewagę nad truciznami, bo pasożyt nie potrafi się na nie uodpornić, ponieważ nie działają one na niego w sposób pozwalający na wytworzenie mechanizmów obronnych. Pasożyt nie ginie, ale jest zrzucany przez same pszczoły i tylko pszczelarz musi zapobiec reinwazji.
Przyznaję, że dokąd nie sprawdziłem we własnej pasiece, to preparaty te traktowałem jak przysłowiową „maść na szczura”. Do chwili obecnej trudno jest mi uwierzyć w to, co widziałem. Nie truje, a działa. W powiększeniu widziałem warrozę w kawałkach, czyli „pogryzioną” przez pszczoły. Do tego przystępna cena. Oczyszczone gniazdo, wypolerowane komórki mogą tylko zachęcać matkę do intensywnego czerwienia. Bardziej intensywnego niż normalnie.
Dziwić tylko może, że na świecie preparaty te są znane ponad 10 lat, a u nas nie mogą przebić się przez mur niechęci i oportunizmu. Stan ten pozwala na zadanie pytania nie, komu na tym zależy, ale raczej za jaką cenę zależy, aby nie weszły one do masowego użytku?


Dodaję, że nikogo nie nakłaniam do zarzucenia innych metod, aby stosować tylko tą jedną i jedyną. We własnej pasiece przekonałem się o załamaniu dotychczasowej walki z warrozą i o tym, że jest coś, co (na razie) działa. Zwykła przyzwoitość nakazuje powiedzieć innym: Jest skuteczny preparat. Spróbowałem. Zobacz zdjęcia i sam spróbuj.
To tylko informacja, a nie nakaz.

Podobnie jak informacja o tym jak należy postąpić w przypadku wystąpienia niepożądanych reakcji po zastosowaniu leku na warroze. Taką niepożądaną reakcją może być brak, lub niska skuteczność, jak również alergiczne reakcje u podającego lek. Takie powiadamianie dotyczy wszystkich leków, nie tylko weterynaryjnych i nie tylko na warrozę.

BoCiAnK - 2008-01-05, 15:17

Panie Jacku nie będę się rozpisywał bo to nie na sensu , Ale na ostatniej okładce pisze jak byk „ Na przełomie Listopada i Grudnia zastosowano Bee Vital „ Czyli po trzy miesięcznym przebywaniu w ulu Bayvarolu ..... Czyli licząc do tyłu Bayvarol był zastosowany we Wrześniu i to w pierwszych dniach Nie wierze w cuda że Pszczelarz a raczej Właściciel 1500 pniowej pasieki ryzykował by jej utratę wiedząc o tym że od ładnych paru lat huczy się o niskiej skuteczności i uodpornienia się pasożyta na zaaplikowany lek
Poza tym też gospodaruje na terenie spadziowym i zdaję sobie sprawę z efektów późnego leczenia i nie mam z tym problemów jakie pokazane są na zdjęciu . W Lipcu po miodobraniu po Lipie zawsze stosuję ekologiczny środek jakim jest
Varrobin , lub Bienenwohl nie czekam na koniec nim varooy jest więcej niż pszczół w ulu
A dopiero we Wrześniu po ostatnim miodobraniu dobijam jej resztki moimi sposobami ale na końcu jeszcze odymiam dla kontroli

Aby mnie źle nie zrozumiano nie mam nic przeciwko Bee Vitalowi sam mam go zamiar wypróbować , ale leczenie pszczół powinno się przeprowadzać w stosownych do tego miesiącach
Umarłemu już kadzidło nie pomoże



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group