Jakie matki z dotacji?

Moderator: krzysglo

Krzysiek

Jakie matki z dotacji?

Post autor: Krzysiek »

Na świecie, po pierwszym zachłyśnięciu się sztuczną inseminacją matek pszczelich szybko powrócono do metod naturalnych. Inseminacja pozostała w użyciu jedynie w pracach hodowlanych. Podobnie jest z inseminatorami. Skoro matki są inseminowane na poziomie hodowli, to samych inseminatorów, jak i nadmiernej szybkości inseminacji nie potrzeba. Najczęściej w sezonie w placówkach hodowlanych jest inseminowanych kilkaset matek. Niekiedy matki reprodukcyjne są unasienione naturalnie. Tak się dzieje w Austrii, czy Niemczech. Chyba nikt nie powie, że ich materiał jest zły.

U nas popadliśmy w paranoję. Namnożyło się inseminatorów i każdy chce zarobić. Nie jest to mała kasa za np.: usługowe inseminowanie. Sprawny inseminator w ciągu sezonu jest w stanie zarobić 30 – 40 tys. zł. (trzydzieści-czterdzieści) Tej fuchy łapią się nawet znani naukowcy, którzy pracują na zasadzie murzyna. Jak sądzicie, czy będą obiektywni i jak się zachowają w przypadku konieczności wystawienia opinii ośrodkowi, w którym dorabiali na inseminacji? Nie pytam nawet o etykę.

Aby zainseminować ogromne ilości matek należało uprościć metody zbliżone do naturalnych nie pozwalające na masówkę. Celował w tym pewien hodowca-inseminator i nawet ta przyspieszona metoda przyjęła nazwę od jego nazwiska. Nie będę się rozpisywać o szczegółach, ale jej zasada sprowadza się do typowej masówki, gdzie matka zarówno przed, jak i po inseminacji przebywa w warunkach ekstremalnie odmiennych od naturalnych. Do tego dochodzi długotrwałe i wielokrotne usypianie mające na celu sztuczne postarzenie matki mające przyspieszyć rozpoczęcie czerwienia, niezależnie od stopnia wypełnienia zbiorniczka nasiennego. Bonusem dla hodowcy jest szybszy koniec postarzonej matki i większa częstotliwość zakupów nowych po cichej wymianie. Pomijam tu rzetelność w ilości podawanego nasienia. Innym zagadnieniem jest dobór trutni. Przecież nawet w najlepszych warunkach należy przyjąć jako średnią 25 trutni na jedną matkę. Skoro w ulu mamy tylko kilkaset trutni, z tego około 1/3 znajduje się w fazie dojrzałości przydatnej do rozrodu, a i tak wszystkich nie wyłapiemy to, czym są matki inseminowane?
Nie oszukujmy się, ale przy masówce wszystko, co nazywa się truteń jest użyte. Aby sprawdzić prawdziwość moich słów, proponuję każdemu pszczelarzowi taki eksperyment:
Do pudełka, czy specjalnie wykonanej klatki o wymiarach np.:. 15 x 15 x 3 cm zamkniętych kratą odgrodową z otworem na korek (taki jak przy wychowie matek) zacznijmy łapać trutnie z jednego ula. Złapmy też czas rozpoczęcia i zakończenia akcji. Następnie w pomieszczeniu zacznijmy „gnieść” trutnie, aby nie tylko wynicowały aparat kopulacyjny, ale dały nasienie. To taka kremowa, o marmurkowawtym deseniu substancja na perłowo-białej warstwie śluzu. Następnie odkładamy zużyte trutnie na dwie kupki. Te, które dały nasienie i te, które okazały się „puste”. Konieczna jest lupa.
Doświadczenie, to sprawi, że zaczniemy mieć pojęcie ile czasu należy poświecić na załapanie trutni, oraz jaka jest ich liczba z rozbiciem na użyteczne i bezużyteczne. Z użytecznych nie zawsze uda się pobrać 100% nasienia i dla uzyskania 8 mm potrzeba ich, co najmniej 10 szt.
Teraz czas na wnioski. Mam nadzieje, że sami je wyciągniecie.
Dlatego zachęcam do zakupu matek nieunasienionych, jeżeli mają służyć produkcji miodu. Natomiast do celów reprodukcji, to powinny być matki inseminowane. W sukurs przychodzi arytmetyka, bo zamiast trzech matek inseminowanych pszczelarz w tej samej cenie kupi siedem matek nieunasienionych. Również łatwiej jest wyprodukować dobre matki nieunasienione, niż dobrze je unasienić przy masowej inseminacji liczonej w tysiącach. Dlatego proponuję wymusić na organizacjach pszczelarskich zamówienie matek nieunasienionych. Nie ma też żadnego przepisu zabraniającego zakup takich matek w ramach dotacji.

Fryderyk

Post autor: Fryderyk »

Krzysztof czy mógłbyś ten post przekopiować na forum zagajnik aby te głąby zrozumiały jaki kit im wciskają.
Pozdrawiam krakus

Ivona

Post autor: Ivona »

Czy uważasz, że nie czytają? Czytają, ale im nie wypada dobrze mówić o innym forum. Gdyby chcieli, to już dawno by skopiowali i wkleili. Nawet liczyć nie potrafią, bo do każdej matki z dotacji hodowca dostaje jeszcze 15 zetów niezależnie od ustalonej ceny. Może i lepiej, że tam nie dyskutują, bo czytając większość wypowiedzi, odnoszę wrażenie, że znajduję się w podzakopiańskiej szkole specjalnej. Rozsądna mniejszość milczy i niech tak pozostanie.
Brat mojego męża jest we władzach regionalnego związku i czasami się rozgada, to dopiero mamy co słuchać.

oro54
Stukacz Junior
Stukacz Junior
Posty: 65
Rejestracja: 2005-11-28, 22:39
Lokalizacja: Ostrów Wielkopolski

Post autor: oro54 »

Witam!
Nie brałem udziału w refundacji matek pszczelich, ponieważ przewidywałem, po zamęcie jaki temu towarzyszył, taki rozwój spraw jaki był nastąpił. Poza tym kupuję takie matki jakie potrzebuję, a nie jakie mi ktoś narzuca.
Od lat, co pewien czas sprowadzamy z kolegą matki reprodukcyjne z pewnej pasieki z Niemiec. Hodowca ten, wiekowy już człowiek, rocznie sprzedaje tylko kilkadziesiąt matek ze sprawdzonym czerwieniem i naprawdę było trzeba wielu zabiegów, aby znaleźć się u niego na liście odbiorców. Z tych matek wyprowadzamy matki użytkowe i nie zdarzyło się do tej pory abyśmy byli niezadowoleni. Tam liczy się jakość, a nie ilość i kasa. Sztuczna inseminacja ma sens tylko tam, gdzie jest potrzebna znajomość pochodzenia strony ojcowskiej (matki zarodowe), a nie w pasiekach produkcyjnych. Jak widać z dyskusji, jaka się przetacza po forach pszczelarskich, poprawa pogłowia pszczół w pasiekach jest co najmniej wątpliwa.
Z poważaniem oro54

stabi
Nieśmiały
Nieśmiały
Posty: 9
Rejestracja: 2004-12-03, 20:51
Lokalizacja: Glinica

Post autor: stabi »

Jak zwykle popadamy w skrajności, w Polsce sztucznie unasiennia się więcej matek niż we wszystrkich pozostałych krajach razem wziętych. Naszkoliło nam się inseminatorów i na siłę nas chcą uszczęśliwić wciskając nam buble. Niech wezmą się za pożądną robotę i wyprowadzą jakąś linię w czystości. Użytkowe zaś niech będą zapłodnione z wolnego lotu.
Niemcy do zapładniania matek użytkowych mają 113 trutowisk, tylko elita zapładniana jest sztucznie i wszyscy wiemy jaki mają materiał.

peter

Post autor: peter »

Nasz Prezydent - Tadeusz Sabat – To płomień, gorejący przez całe życie żarem walki z polskim zaściankiem pszczelarskim , płonący pragnieniem zbudowania nowego. lepszego narodowego rynku obrotu produktami pszczelimi. Jego geniusz pozwolił mu zachować na kolejną kadencję kierownicze stanowisko w naszym Związku. Tadeusz Sabat to postrach drobnych pszczelarzy dywersantów, którzy próbują wprowadzic do obrotu swój kiepski miód wyprodukowany w niehigienicznych warunkach, w nieekologicznym środowisku i po zawyżonych cenach. Spekulantów, którzy próbują jednocześnie zdobyć monopol na tym rynku i zablokować granice dla taniego i jednocześnie doskonałego jakościowo miodu zza granicy. A ten miód to jedyna szansa poprawy stanu zdrowia wielu polskich niezamożnych rodzin...Tadeusz Sabat jest nie tylko sprawiedliwym i karzącym mieczem PZP, ale wsławił się także jako budowniczy pierwszego w historii Polski demokratycznego, niekomunistycznego wolnego rynku produktów pszczelarskich. Imię PZP powinno być nieskalane, do tego bowiem Związku zwracają się wszyscy, którzy szukają sprawiedliwości i pszczelarskiej uczciwości. Lepiej niesłusznie wydalić kilku niewinnych członków PZP niż wpuścić do naszej organizacji choćby jednego wroga liberalizacji handlu!. Wzorujmy się na zyciu i walce Tadeusza Sabata, uczmy się na doświadczeniach PZP , wzmacniajmy na każdym kroku naszą czujność pszczelarską. Uczmy się i wychowujmy siebie i bliskich na niezwyciężonej teorii i praktyce naszego sabatowsko-pałachowskiego PZP!



Wyświetlam 10 wiadomości na 1 stronie

Super Iwona

Post autor: Super Iwona »

Iwona, a co ty masz do zagajnika? Jak coś masz to tam napisz. Tanto forum przynajmniej żyje, a nie tak jak to , które umiera powoli!

12.3

Post autor: 12.3 »

żyje? Nie żartuj! Tam dopiero jest - przepraszam za słowo i tak delikatne - bajzel!
A główny temat - na mój gust faktyczne wolałbym większą ilość matek jednodniówek!
pozdrawiam
12.3

pracownik SHiUZ

Post autor: pracownik SHiUZ »

Pomińmy wszelkie animozje „To” i „tamto” forum. Tak naprawdę powinno nam chodzić o dobrze pojęty interes pszczelarzy.

Chciałbym postawić niezwykle istotna kwestię pasiek hodowlanych (dawniej zarodowych) i zlikwidowanych reprodukcyjnych.

Twierdzę, że mamy w hodowli sytuację z upiornego snu schizofrenika.
Pasieki hodowlane zamiast zajmować się hodowlą (nie prostą reprodukcją) i poprawą jakości pogłowia za błogosławieństwem władz i pełnym przyzwoleniem organizacji pszczelarskich, hodowlę traktują marginalnie. Ich celem jest masowa produkcja matek. W dodatku matek będących krzyżówkami. Do tego grona dochodzi grupka dopuszczonych do stołu, którzy zgodzili się być grzecznymi i w zgodzie z przez siebie napisany programie krzyżowania mieszają trzy lub więcej ras i linii, aby uzyskać produkt finalny sprzedawany do pasiek. Dzięki temu mamy w powietrzu taką mieszaninę genów, że przez 100 lat nie uda się tego jakoś ustabilizować. Czegoś podobnego nie ma w żadnym kraju!

Tym samym położono na łopatki naszą hodowlę, bo tylko nieliczni importują naprawdę dobry materiał.

Twierdzę, że dobre i czyste genetycznie matki reprodukcyjne powinny być naprawdę drogie. Jednak ich cena powinna odzwierciedlać ich jakość. Pasieki hodowlane powinny otrzymywać subwencje proporcjonalnie do liczby sprzedanych matek reprodukcyjnych. Lepszy dostawałby więcej. Powinny być nałożone limity sprzedaży matek użytkowych przez pasieki hodowlane. Kolejnym warunkiem zupełnie niepodważalnym musi być prowadzenie hodowli pod kierunkiem specjalisty genetyka od pszczół.

Produkcją matek użytkowych powinny zajmować się pasieki reprodukcyjne.

System dopłat musi ulec zmianie, bo obecny jest najgorszym z możliwych. Dotacja powinna iść za pszczelarzem, który powinien otrzymywać dofinansowanie, do matek, leków itp. na podstawie rachunków za samodzielnie zakupiony towar.

To, z czym się spotykamy obecnie sprawia, że nie tylko zachęca do łamania prawa, ale najgorsze w tym jest zaniechanie pracy twórczej i koncepcyjnej w pasiekach hodowlanych.

Nie martwmy się na zapas. Wiem, że nasi przedstawiciele mają ważniejsze sprawy na głowie nich hodowlę i wkrótce okaże się, że unijne przepisy z dnia na dzień zlikwidują całą polską hodowlę. Dlaczego? Dlatego, że brak jest naszych przepisów odpowiadających unijnym wymogom. Może to i dobrze, bo w końcu zaczniemy sprowadzać dobry materiał zagraniczny.

BIL

Post autor: BIL »

Pomińmy wszelkie animozje „To” i „tamto” forum. Tak naprawdę powinno nam chodzić o dobrze pojęty interes pszczelarzy.

Chciałbym postawić niezwykle istotna kwestię pasiek hodowlanych (dawniej zarodowych) i zlikwidowanych reprodukcyjnych.
NIEZOSTAŁY ZLIKWODOWANE ICH ROLE PRZEJĘŁY PASIEKI MAJĄCE PROGRAMY KRZYŻOWNICZE.KAŻDY MOŻE TAKOWY NAPISAĆ I REALIZOWAĆ.

Twierdzę, że mamy w hodowli sytuację z upiornego snu schizofrenika.
Pasieki hodowlane zamiast zajmować się hodowlą (nie prostą reprodukcją) i poprawą jakości pogłowia za błogosławieństwem władz i pełnym przyzwoleniem organizacji pszczelarskich, hodowlę traktują marginalnie. Ich celem jest masowa produkcja matek. W dodatku matek będących krzyżówkami. Do tego grona dochodzi grupka dopuszczonych do stołu, którzy zgodzili się być grzecznymi i w zgodzie z przez siebie napisany programie krzyżowania mieszają trzy lub więcej ras i linii, aby uzyskać produkt finalny sprzedawany do pasiek. Dzięki temu mamy w powietrzu taką mieszaninę genów, że przez 100 lat nie uda się tego jakoś ustabilizować. Czegoś podobnego nie ma w żadnym kraju!

Tym samym położono na łopatki naszą hodowlę, bo tylko nieliczni importują naprawdę dobry materiał.
wEDŁUG CIEBIE HODOWLA POLEGA NA IMPORCIE?I REPRODUKCJI?

Twierdzę, że dobre i czyste genetycznie matki reprodukcyjne powinny być naprawdę drogie.
POPIERAM
Jednak ich cena powinna odzwierciedlać ich jakość. Pasieki hodowlane powinny otrzymywać subwencje proporcjonalnie do liczby sprzedanych matek reprodukcyjnych.
TEŻ POPIERAM
Lepszy dostawałby więcej. Powinny być nałożone limity sprzedaży matek użytkowych przez pasieki hodowlane. Kolejnym warunkiem zupełnie niepodważalnym musi być prowadzenie hodowli pod kierunkiem specjalisty genetyka od pszczół.
MAWET NIE ŻARTUJ TAK,WIEM CO ROBIĘ JAK SPIEPRZĘ TO PIERWSZY JA STRACĘ,GENETYK JAK COŚ POPIEPRZY TO POŁOŻY NA ŁOPATKI MNIE NIE SIEBIE.

Produkcją matek użytkowych powinny zajmować się pasieki reprodukcyjne.
PISAŁEM ROBIĄ TO, JAKO KRZYŻOWNICZE.DAWNIEJ REPRODUKCYJNE TEŻ KRZYŻOWAŁY
JAK CHCIAŁY I NIE BYŁO SZUMU,TERAZ MUSZA KRZYZOWAC W/G OKRESLONYCH PRZEZ SIEBIE REGUŁ,KONIEC WOLNOAMERYKANKI I O TO TEN SZUM.
System dopłat musi ulec zmianie, bo obecny jest najgorszym z możliwych. Dotacja powinna iść za pszczelarzem, który powinien otrzymywać dofinansowanie, do matek, leków itp. na podstawie rachunków za samodzielnie zakupiony towar.
WPROWADŹ TEN SYSTEM TO ZROBIMY Z CIEBIE PREZESA PZP.
To, z czym się spotykamy obecnie sprawia, że nie tylko zachęca do łamania prawa, ale najgorsze w tym jest zaniechanie pracy twórczej i koncepcyjnej w pasiekach hodowlanych.
NIE JEST TAK ŹLE,KTO MYŚLI PERSPEKTYWICZNIE TO NIE ZASYPIA GRUSZEK.

Nie martwmy się na zapas. Wiem, że nasi przedstawiciele mają ważniejsze sprawy na głowie nich hodowlę i wkrótce okaże się, że unijne przepisy z dnia na dzień zlikwidują całą polską hodowlę.
ŻADEN PROBLEM NIECH LIKWIDUJĄ PREZYDENT pzp OBIECAŁ NAN PARĘ TYS.MATEK ZARODOWYCH Z NIEMIEC ,BĘDZIE CO REPRODUKOWAĆ.
Dlaczego? Dlatego, że brak jest naszych przepisów odpowiadających unijnym wymogom. Może to i dobrze, bo w końcu zaczniemy sprowadzać dobry materiał zagraniczny.
OD POCZĄTKU TEGO TEKSTU O TO CI CHODZI,ZLIKWIDOWAĆ,IMPORTOWAĆ,I ZA ŁAPÓWKĄ WYDAWAĆ POZWOLENIE NA REPRODUKCJĘ.

----------
Post narusza netykietę. Proszę się przykładać do pisania bo będę edytował. Admin

Awatar użytkownika
Administrator
Administrator
Administrator
Posty: 143
Rejestracja: 2004-10-12, 16:09
Lokalizacja: Skierniewice

Post autor: Administrator »

Super Iwona pisze:Iwona, a co ty masz do zagajnika? Jak coś masz to tam napisz. Tanto forum przynajmniej żyje, a nie tak jak to , które umiera powoli!
:grin: The operation timed out when attempting to contact free4web.pl :lol:

stary hodowca

Post autor: stary hodowca »

Do Bila,

pozwolę sobie na własne zdanie, bo 33 lata zajmowania się wychowem matek i 29 inseminacją, dają podstawy do oceny sytuacji.



Chciałbym postawić niezwykle istotna kwestię pasiek hodowlanych (dawniej zarodowych) i zlikwidowanych reprodukcyjnych.
NIEZOSTAŁY ZLIKWODOWANE ICH ROLE PRZEJĘŁY PASIEKI MAJĄCE PROGRAMY KRZYŻOWNICZE.KAŻDY MOŻE TAKOWY NAPISAĆ I REALIZOWAĆ.



Twierdzę podobnie jak przedmówca, że jednak zostały zlikwidowane w sensie formalnym i merytorycznym. Pasiek reprodukcyjnych nie ma. Twór o nazwie pasieki mające program krzyżowniczy, to tak naprawdę nie wiadomo co to jest. Najgorsze w tym wszystkim, że PROGRAMY KRZYŻOWNICZE KAŻDY MOŻE NAPISAĆ I REALIZOWAĆ.
Okazuje się, że cały wieloletni dorobek naukowców jest nic nie wartym śmieciem, bo w polskiej pasiece programy krzyżownicze każdy może napisać i realizować. Za chwilę, każdy w swoim może napisać jak operować wyrostek robaczkowy i na kuchennym stole realizować.
Może należy zastanowić się najpierw co to takiego ten „program krzyżowniczy” i w jakim celu go spłodzono?
Jest to nic innego jak ubrane w urzędnicze brzmienie produkowanie matek o zwiększonej heterozji. To samo mamy w powietrzu, z wolnego lotu i bez udziału programów.
Prawdę mówiąc, nie mam pojęcia jakiemu celowi ma to służyć. Najprawdopodobniej chodzi o dwa cele. Pierwszym jest brak pomysłu i kwalifikacji do prowadzenia prawdziwej hodowli, a drugim jest posiadanie papierków, że coś się robi i jest się potrzebnym.



Tym samym położono na łopatki naszą hodowlę, bo tylko nieliczni importują naprawdę dobry materiał.
wEDŁUG CIEBIE HODOWLA POLEGA NA IMPORCIE?I REPRODUKCJI?



Nie udawaj, że nie wiesz, że niemal cała nasza hodowla jest oparta na imporcie. U nas nie ma fachowców d.s hodowli z odpowiednim wykształceniem. W pasiekach hodowlanych nie specjalista naukowiec i genetyk za razem kieruje hodowlą, ale kierownik pasieki.
W obecnej sytuacji jaka mamy, nasza hodowla i nasze „czyste” rasy są tak skundlone, że nie zostaje nic innego jak import z krajów, gdzie hodowla jest faktycznie hodowlą.
Najlepszym przykładem mogą być ziemniaki. Jeżeli będziesz na swoim polu używał własnych sadzeniaków, to z biegiem czasu wyrodzą się. To właśnie mamy z naszymi pszczołami. Tylko, że większość o tym wie, jednak boi się powiedzieć o tym głośno.



Twierdzę, że dobre i czyste genetycznie matki reprodukcyjne powinny być naprawdę drogie.
POPIERAM



Też jestem tego zdania. Można kupić materiał za granicą niedrogo, ale chcąc mieć naprawdę wartościowy, należy zapłacić bardzo dużo. Wysoką cenę nie płacimy za metrykę, ale za lata pracy ludzi nauki, którzy dali nam naprawdę dobry materiał, a my możemy sprzedać dobre matki użytkowe. Relacje cenowe w całym pszczelarstwie poszły w dół. Nieunasieniona matka powinna być równoważna cenie litra miodu w detalu.




Jednak ich cena powinna odzwierciedlać ich jakość. Pasieki hodowlane powinny otrzymywać subwencje proporcjonalnie do liczby sprzedanych matek reprodukcyjnych.
TEŻ POPIERAM



Temat ten bym rozwinął następująco. Każda z pasiek hodowlanych dostaje z góry założony fundusz pozwalający na pracę hodowlaną. Nie zawsze się udaje i nie mogą być karani ze ewentualne porażki. Są też takie ośrodki, którym się powiodło i mają wyższą sprzedaż, czyli odbiorcy sami zweryfikowali jakość towaru. Tym pasiekom dajemy proporcjonalnie do ich wyników drugą część funduszu. Taka forma motywowałaby do lepszej pracy.



Lepszy dostawałby więcej. Powinny być nałożone limity sprzedaży matek użytkowych przez pasieki hodowlane. Kolejnym warunkiem zupełnie niepodważalnym musi być prowadzenie hodowli pod kierunkiem specjalisty genetyka od pszczół.
MAWET NIE ŻARTUJ TAK,WIEM CO ROBIĘ JAK SPIEPRZĘ TO PIERWSZY JA STRACĘ,GENETYK JAK COŚ POPIEPRZY TO POŁOŻY NA ŁOPATKI MNIE NIE SIEBIE.



Produkując matki na potrzeby prac hodowlanych, reprodukcyjnych, do oceny itp. zawsze zostaje ich nadwyżka. Część odbiorców materiału użytkowego chce materiał bezpośrednio z pasieki hodowlanej. Z tej przyczyny pasieki hodowlane muszą mieć możliwość produkcji i sprzedaży takich matek. Nie może to jednak stanowić ich nadrzędnego celu i musi być wprowadzony limit. Limit musi być obwarowany sankcjami, np., przekroczenie w procentach przyznanego limitu skutkuje obcięciem funduszu na dofinansowanie pasieki o ten procent pomnożony przez 10. Byłoby to skuteczna barierą przed rozdrabnianiem się i zarabianiem na handlu matkami zamiast zajmowaniem się pracą hodowlaną.



Twoje uzasadnione obawy o udział genetyków biorą się stąd, że tych prawdziwych od pszczół nie ma. Tak, nie mamy genetyków.
Nie uwierzę, że pszczelarz, nawet z doświadczeniem i podstawową wiedzą genetyczną będzie lepszy od specjalisty. Gdyby genetyka pszczół była tak prosta i dochodowa, mielibyśmy nadmiar genetyków.
Twoje obawy stają się zbędne, w przypadku prowadzenia prac hodowlanych przez pasieki hodowlane, a produkcji matek przez pasieki reprodukcyjne, gdzie udział genetyków jest zbędny.




Produkcją matek użytkowych powinny zajmować się pasieki reprodukcyjne.
PISAŁEM ROBIĄ TO, JAKO KRZYŻOWNICZE.DAWNIEJ REPRODUKCYJNE TEŻ KRZYŻOWAŁY
JAK CHCIAŁY I NIE BYŁO SZUMU,TERAZ MUSZA KRZYZOWAC W/G OKRESLONYCH PRZEZ SIEBIE REGUŁ,KONIEC WOLNOAMERYKANKI I O TO TEN SZUM.



Spróbujmy sobie odpowiedzieć w jakim celu zlikwidowano pasieki reprodukcyjne?
Może dlatego, że nieliczni znali plany i perspektywy na nadchodzące lata i wiedzieli, że można dopaść do konfitur. Jeżeli dopadnie wielu, to szybko zeżrą zawartość słoika. Wtedy powstał pomysł pasiek „krzyżowniczych”. Programy, rejestry i inne utrudnienia ograniczyły liczbę dopuszczonych do stołu na dzień dzisiejszy do 29.
Chyba tu należy doszukiwać się pomysłu na ten program krzyzowniczy.



Skoro wiadomo, że i kiedyś krzyżowano, to co ma do tego wolnoamerykanka? Zły towar tracił zbyt a dobry był sprzedawany. W takim razie do czego potrzebne są te programy? Przecież nikt nie jest w stanie sprawdzić co tak naprawdę zrobił pszczelarz. Brak jest metod i środków na potwierdzenie bądź zaprzeczenie prowadzenia wychowu według programu.



Szum jak sam widzisz jest nie tyle o programy krzyżownicze, ale o kumoterstwo i nepotyzm.




System dopłat musi ulec zmianie, bo obecny jest najgorszym z możliwych. Dotacja powinna iść za pszczelarzem, który powinien otrzymywać dofinansowanie, do matek, leków itp. na podstawie rachunków za samodzielnie zakupiony towar.
WPROWADŹ TEN SYSTEM TO ZROBIMY Z CIEBIE PREZESA PZP.




Tu nie chodzi zapewne o czynienie kogokolwiek prezesem. To my, pszczelarze, powinniśmy pisać petycje do ministra rolnictwa o wprowadzenie zmian. Przy dziesiątym liście pewnie się wkurzy. Przy setnym zapamięta, że pszczelarze coś chcą. Przy tysięcznym dla świętego spokoju zleci komuś zbadanie sprawy i zdanie relacji. Kiedy otrzyma sprawozdanie drogą służbową, pobieżnie zapozna się i zleci komuś dokładniejsze rozpoznanie sprawy i wprowadzenie zmian.
Pojedynczo, to możemy iść tylko do wychodka. W jedności siła.




To, z czym się spotykamy obecnie sprawia, że nie tylko zachęca do łamania prawa, ale najgorsze w tym jest zaniechanie pracy twórczej i koncepcyjnej w pasiekach hodowlanych.
NIE JEST TAK ŹLE,KTO MYŚLI PERSPEKTYWICZNIE TO NIE ZASYPIA GRUSZEK.



Może dasz przykłady, że jest dobrze. Ja mam na ten temat wiedzę, może niekompletną, ale pozwalającą być podobnego zdania, że jest źle. Jest źle choćby z tylko jednego powodu, że każdy rok, w którym pasieki hodowlane produkują matki użytkowe na handel zamiast poprawiać jakość materiału jest rokiem straconym.




Nie martwmy się na zapas. Wiem, że nasi przedstawiciele mają ważniejsze sprawy na głowie nich hodowlę i wkrótce okaże się, że unijne przepisy z dnia na dzień zlikwidują całą polską hodowlę.
ŻADEN PROBLEM NIECH LIKWIDUJĄ PREZYDENT pzp OBIECAŁ NAN PARĘ TYS.MATEK ZARODOWYCH Z NIEMIEC ,BĘDZIE CO REPRODUKOWAĆ.



Sparafrazuję stary dowcip: Kiedy prezydent PZP mówi, że bierze, to bierze. Kiedy mówi, że daje, to mówi”.

Jednak i mnie jest coś wiadomo w tej sprawie. Brak przepisów może całkowicie zablokować jakąkolwiek produkcję matek, nie tylko w pasiekach hodowlanych. Nie ma komu reprezentować interesów pszczelarzy i w tym tkwi największy problem. Rzeczywistość przerosła panów z PZP i uważają, że zamiast pracy uchroni ich pisanie listów wskazujących winnych złej kondycji pszczelarstwa.



Dlaczego? Dlatego, że brak jest naszych przepisów odpowiadających unijnym wymogom. Może to i dobrze, bo w końcu zaczniemy sprowadzać dobry materiał zagraniczny.
OD POCZĄTKU TEGO TEKSTU O TO CI CHODZI,ZLIKWIDOWAĆ,IMPORTOWAĆ,I ZA ŁAPÓWKĄ WYDAWAĆ POZWOLENIE NA REPRODUKCJĘ.


Chyb tu też się mylisz. Ja mam zbliżony punkt widzenia. Coś podobnego można się dopatrywać w pomysłach PZP, który chce przejąć polską hodowlę. Już wyły takie zakusy, lecz się nie udało. Oni będą czynili starania, go jak topielcowi powietrza im potrzeba kasy. Kasa i to duża jest w hodowli. Jak ja złapią i odbija się od dna, to może jakoś przetrwają. Później zrobią, to co prezes zapowiada – import z zagranicy. Ta zapowiedź, to taka przygrywka do tego co może być, kiedy plan się powiedzie. Dopiero wtedy będzie cyrk z pozwoleniami na produkcję matek.

BIL

Post autor: BIL »

Do Starego hodowcy
W zasadzie reprezentujemy podobny punkt widzenia starszy kolego.
Z tym że, dla mnie program krzyżowniczy realizowany w oparciu o zakupiony materiał jest tylko reprodukcją.Tyle że poszerzoną o ocenę.
Nazywajmy rzzecz po imieniu-jeżeli ktoś produkuje matki z zakupionego materiału to zwyczajnie reprodukuje.Lepiej lub gorzej ale reprodukuje.
Teraz chyba się zgodzisz z mym punktem widzenia.
Co do innych hodowców,to nie każdy robi na ilość wwiesz o tym doskonale.
Pozdrawiam

stary hodowca

Post autor: stary hodowca »

Można zgodzić się z Twoim twierdzeniem.

Dodałbym też, że są pszczelarze na których wyniki pracuje pół kraju i to oni później sprzedają pod swoją marką wszystko to co jako tako przypomina matkę. Do tego ta nieszczęsna inseminacja. Na miód wystarczy mieć matki unasienione naturalnie, albo nieunasienione. Jedynie do prac hodowlanych niezbędna jest inseminacja.
Inseminacja w naszym polskim wydaniu jest faktycznie wysokowydajna, ale przy tej wydajności nie można mówić o jakości, zachowaniu czystości rasy lub linii (szczególnie wtedy, kiedy matki i trutnie dostarczają kooperanci). Dochodzi do tego długotrwałe usypianie matek. Tak powstają „matki jednego sezonu”.

Istnieją też pasieki, gdzie hodowcy szanują się i produkują tylko tyle matek ile są faktycznie wyprodukować bez obniżenia jakości. Każda masówka obniża jakość. Dochodzi do tego oczekiwanie aby uzyskać matki jak najwcześniej, co sprawia, że praca na wariackich papierach obniża jakość.
Pewnym rozwiązaniem byłoby wczesna sprzedaż matek nieunasienionych, zaś w późniejszym terminie byłyby sprzedawane matki unasieniane naturalnie.
Można tak długo jeszcze. Tylko, że to nic nie zmieni.
Niezależnie od okoliczności dobrzy hodowcy zawsze będą mieli odbiorców swoich matek.
Pozdrawiam życząc jak najlepszych matek i zadowolenia odbiorców.

Gość

Post autor: Gość »

stary hodowca pisze: Istnieją też pasieki, gdzie hodowcy szanują się i produkują tylko tyle matek ile są faktycznie wyprodukować bez obniżenia jakości. Niezależnie od okoliczności dobrzy hodowcy zawsze będą mieli odbiorców swoich matek.

Wiele słów pisze się w temacie matek, inseminacji, zarobku i intratności tegoż interesu. Czy tak łatwo jest zarabiać na hodowli i produkcji? Myślę , że wszystko, wszystkim się już pomieszało, - począwszy od nazewnictwa starego i nowego, genetyki i języka potocznego używanego przez pszczelarzy jak również kosztów utrzymania pszczół w celach jedynie hodowlanych. Prowadzenia dokumentacji i pracy związanej ściśle z selekcją i doborem w hodowli. Pszczelarz dziś oczekuje matki za 10 zł. nie zdając sobie sprawy z faktu że koszt jej wyprodukowania czyli te 10 zł jest niczym w stosunku do kosztów utrzymania pogłowia w ilości od 80 do 160 szt rodzin pszczelich rocznie, bo tyle ich potrzeba aby coś sensownego wybrać do dalszej reprodukcji. Kogo na to stać? Tylko fanatyków hodowli! Policzmy. 160 x cukier = 4600 zł + koszty leczenia 320zł + etat 42000 zł rocznie + koszty badań morfologicznych i prow dokumentacji 15000zł = 61920 zł. Jeżeli koszty działalności podzielimy przez cenę uzyskaną od pszczelarza 10 zł to jasno wynika ; - żeby pasieka mogła istnieć przy jednoosobowej obsadzie, to na koszty podstawowe musi wyprodukować 6192 matki. W obliczeniach nie przyjąłem kosztów amortyzacji sprzętu, budynków budowli i innych wynikających z działalności gospodarczej elektryczności, energi cieplnej, benzyny i eksploatacji samochodu idt.. Myślę że nagonka na hodowców jest tworem kilku niezadowolonych i potrzebą dofinansowania tej dziedziny z drugiej strony, ale trzeba to robić w sposób świadomy, podnoszący jakość sprzedawanych matek. Posuwający badania matek inseminowanych do przodu i tym samym jakość towaru. Bo jako kraj, jesteśmy w czołówce światowej. System finansowania musi być powiązany z jakością i efektywnością ale jednocześnie nie można i nie należy rezygnować z osiągnięć dotychczasowych bo świat idzie do przodu. A może zależy komuś na rozwaleniu tego co jest w Polsce i wejść na rynek z materiałem teoretycznie ............ ? Dziśiejsze prawo nie zabrania - nie być Polakiem. Pozdrawiam wszystkich światłych, którym leży na sercu przyszłość pszczelarstwa. JMM.

Zablokowany