Cztery dekady zmagań z dręczem pszczelim (2) (7/2021)

Maciej Winiarski

Pierwsze ognisko dręcza pszczelego wykryto w Polsce w 1980 roku, a już pięć lat później opanował on pasieki w całym kraju i do tej pory jest największym wrogiem pszczół. Chciałbym podzielić się własnymi doświadczeniami oraz refleksjami na marginesie czterech dekad walki z Varroa destructor.

LATA 1980–1986

W Polsce pierwsze objawy obecności pasożyta Varroa destructor zauważono w roku 1980 w Kraśniku/k. Lublina i już dwa lata później doszło do spustoszenia pasiek wzdłuż południowej granicy z ówczesną Czechosłowacją. W 1985 roku dręcz pszczeli rozprzestrzenił się po całym kraju. Dzięki naukowcom dość szybko udało się opracować sposób walki z warrozą, stosowany zresztą do dziś, który polega na tym, by w uszczelnionym ulu spalić 2–3 krople amitrazy, aplikując je na podłoże ze sprasowanych trocin. (Do tamtej pory amitrazę stosowano w sadownictwie jedynie do zwalczania przędziorków oraz niektórych owadów pasożytniczych).

Mam jeszcze w pamięci starych i doświadczonych pasieczników, którzy mawiali: „Moje pszczoły są tłuste i nie boją się żadnej choroby, więc nie muszę ich leczyć”. „Tłuste” znaczyło tyle, że pszczoły są bardzo dobrze utrzymane i na czas karmione… Okazało się jednak, że w ciągu kolejnych trzech lat osoby te przestały być pszczelarzami! Nieleczone rodziny po zarażeniu się dręczem ginęły najpóźniej w trzecim roku życia (zwykle jesienią lub w trakcie zimowli). W pierwszym okresie inwazji Varroa straty w pasiekach były ogromne, a metody zwalczania dość chaotyczne. Tym niemniej znaczącą rolę w walce z warrozą odegrali wówczas inspektorzy wojewódzkich związków pszczelarskich, przeprowadzając w gminnych kołach akcję edukacyjną oraz dystrybucję potrzebnych środków. Niektórzy pszczelarze mieli jednak duży opór przed stosowaniem amitrazy.

Dzięki wysiłkom naukowców, współpracujących z kilkoma przedsiębiorstwami farmakologicznymi i chemicznymi, na rynku pojawiły się kolejne preparaty do walki z warozzą.  W latach 1984–1985 do leczenia pszczół zostały dopuszczone: Warrosekt, Apiwarol A (produkcji Puławskich Zakładów Przemysłu Bioweterynaryjnego) i Fumilat (produkcji Gorzowskich Zakładów Przemysłu Bioweterynaryjnego). W Apiwarolu A substancją aktywną była amitraza, w Warrosektcie – malation, a w Fumilacie – bromopropylat. Wszystkie te lekarstwa przeznaczone były do odymiania; różnice dotyczyły jedynie okresu zamknięcia uli (przy Apiwarolu i Warrosekcie zalecano uszczelniać wylotki na 20 min, a przy Fumilacie – na godzinę). Dopiero po jakimś czasie, w wyniku badań naukowych przeprowadzonych przez Zofię i Michała Gromiszów, okazało się, że Warrosekt jest dla pszczół bardzo szkodliwy. Pszczelarze raczej nie korzystali z dostępnego na rynku Folbexu (substancja aktywna – bromopropylat), preparatu do zwalczania świdraczka pszczelego (Acarapis woodi), ze względu na skutki uboczne preparatu: wywołuje bóle głowy oraz nudności.

Większość właścicieli pasiek stosowała się do zaleceń inspektorów pszczelarstwa. Byli jednak i tacy, którzy próbowali ochronić pszczoły przed dręczem na własną rękę: a to za pomocą pokrzyw umieszczanych na ramkach ula, a to – liści paproci; niektórzy zapamiętale odymiali pszczoły podkurzaczem, wypełnionym pokruszoną hubą leśną czy igliwiem sosny lub świerka. Jedne sposoby były mniej skuteczne, inne bardziej, ale sprawdzały się jedynie doraźnie, żadna metoda nie zdołała zatrzymać inwazji. Działania ad hoc nie mogły przynieść efektów i dlatego „eksperymentatorzy” ponosili bardzo duże straty w swoich pasiekach. Pszczelarzom ciągle brakowało wiedzy na temat cyklu rozwojowego Varroa.

Do końca lat 80. XX wieku większości z nas udało się odbudowywać pasieki. Wówczas było w Polsce ponad 2 mln rodzin pszczelich, dziś (według stanu z 2018 roku), jest ich mniej – 1,63 mln. To oczywiste, że stosowanie substancji chemicznych nie rozwiązało problemów z warrozą. Warto wspomnieć, że przed inwazją roztoczy, każdego roku w pasiece można było obserwować rodziny, które po wyrojeniu się, znajdowały sobie miejsce w leśnej dziupli czy zagajniku, bytując samodzielnie. Wraz z pojawieniem się dręcza takie dzikie pszczoły na długo zniknęły z naszych lasów i zagajników.

Z ostatnich obserwacji naukowców wynika jednak, że w leśnych starodrzewach znów pojawiły się dziko żyjące pszczoły! Oznacza to, że niektóre rodziny radzą sobie z tym pasożytem, co w nas, pszczelarzach, budzi wielką nadzieję na przyszłość. Warto także dodać, że są i tacy, którzy ciągle poszukują odpowiednich roślin jako lekarstwa na Varroa (sam należę do tej grupy). 

tekst:

MACIEJ WINIARSKI dr n. ekon.; pszczelarz,

publikuje w czasopismach pszczelarskich i ekologicznych,

„Pszczelarstwo” - wiedza i doświadczenie.
Zrób z tego pożytek!

 ZAMÓW PRENUMERATĘ