EUROPEJSKA, DZIERŻONOWSKA SZKOŁA PRZYRODNICZA

Moderator: krzysglo

pasieczna
Stukacz
Stukacz
Posty: 99
Rejestracja: 2008-11-04, 21:26

EUROPEJSKA, DZIERŻONOWSKA SZKOŁA PRZYRODNICZA

Post autor: pasieczna »

Dobry wieczór Państwu,

"Zamiast toczyć niekończące się absolutnie jałowe spory o to jak pisze się nazwisko ks. dr Jana Dzierżona, czy o późniejsze losy Jego krewnych (koła historii przecież nie odwrócimy) powinniśmy - moim skromnym zdaniem - TERAZ I TUTAJ W POLSCE ROZWINĄĆ DZIERŻONOWSKĄ SZKOŁĘ PSZCZELARSKĄ, W KTÓREJ ROZWIJANE BYŁYBY JEGO OSIĄGNIĘCIA JAKO NAJGENIALSZEGO PSZCZELARZA-PRAKTYKA I PSZCZELARZA-NAUKOWCA WSZECH CZASÓW. Poprzez życie i prace ks. dr Jana Dzierżona na Śląsku mamy nie tylko najlepsze na świecie warunki do stworzenia takiej szkoły, ale i moralny obowiązek!"

Po przeczytaniu wielu artykułów o ks. dr Janie Dzierżonie i Jego najwazniejszej książki pt. "Dzierzon's rational bee-keeping, or, The theory and practice of Dr. Dzierzon" postanowiłem otworzyć nowy i poszerzony wątek o naszym Koperniku Ula. Dlaczego? Uważam, że Jego prace i cała działalność wykroczyła poza ramy dziedziny nauki, którą dzisiaj określamy nazwą PSZCZELNICTWO. Z konieczności (wiejscy księża utrzymywali się z prowadzonych gospodarstw rolnych) zajmował się rolnictwem i na tym polu miał znaczne osiągnięcia, np. wdrożył na lekkich glebach Śląska uprawę łubinu, poprawiających żyzność tych gleb, uczył chłopów uprawy użytków zielonych (łąk i pastwisk), zajmował się nasadzeniami drzew głównie poprawiających bazę pożytkową dla pszczół, czyli jakbyśmy dzisiaj Jego działalność nazwali (autopoprawka) - dał podstawy ekologii (wespół z generałem Dezyderym Chłapowskim w Turwi na Wielkopolsce), itd, itp. Dlatego nie bez kozery będzie rozwijanie tego tematu w odrębnym wątku, tym bardziej, iż odmiana nazwiska tego Wielkiego Uczonego jest poprowadzona w prawidłowej pisowni języka polskiego.

Pozdrawiam

Maciej Winiarski

krzysglo
Senior Stukacz
Senior Stukacz
Posty: 558
Rejestracja: 2007-01-19, 20:43
Lokalizacja: woj. opolskie

Re: EUROPEJSKA, DZIERŻONOWSKA SZKOŁA PRZYRODNICZA

Post autor: krzysglo »

pasieczna pisze: "Zamiast toczyć niekończące się absolutnie jałowe spory o to jak pisze się nazwisko ks. dr Jana Dzierżona, czy o późniejsze losy Jego krewnych (koła historii przecież nie odwrócimy) powinniśmy - moim skromnym zdaniem - TERAZ I TUTAJ W POLSCE ROZWINĄĆ DZIERŻONOWSKĄ SZKOŁĘ PSZCZELARSKĄ, W KTÓREJ ROZWIJANE BYŁYBY JEGO OSIĄGNIĘCIA JAKO NAJGENIALSZEGO PSZCZELARZA-PRAKTYKA I PSZCZELARZA-NAUKOWCA WSZECH CZASÓW. Poprzez życie i prace ks. dr Jana Dzierżona na Śląsku mamy nie tylko najlepsze na świecie warunki do stworzenia takiej szkoły, ale i moralny obowiązek!"
Temat godny poparcia. Tylko gdzie tę szkołę "stworzyć" ?

pasieczna
Stukacz
Stukacz
Posty: 99
Rejestracja: 2008-11-04, 21:26

Post autor: pasieczna »

Dzień dobry Państwu,

zanim przejdziemy do kwestii szczegółowych związanych z pomysłem stworzenia Europejskiej, Dzierżonowskiej Szkoły Przyrodniczej, to chciałbym uzasadnić poszczególne przymiotniki. Zacznijmy od pierwszego, czyli dlaczego EUROPEJSKA?

Aby tę kwestię dobrze uzasadnić, pozwólcie Państwo, że jeszcze raz oddam głos samemu ks. dr Janowi Dzierżonowi, który w 1872 r. powiedział:

"Co się tyczy mojej narodowości, jestem oczywiście, jak już samo nazwisko mówi, Polakiem z urodzenia, gdyż na Śląsku mówi sie po polsku, a że od 10 roku życia znalazłem się we Wrocławiu i tam studiowałem, stałem się Niemcem z wykształcenia. ALE NAUKA NIE UZNAJE GRANIC ANI NARODOWOŚCI."

Oświadczenie ks. dr Jana Dzierżona, że "nauka nie uznaje granic ani narodowości", zmusza do szerszego spojrzenia na podstawowe założenia dla Jego szkoły. Mianowicie nie możemy jej zawężać tylko dla polskich naukowców i dla polskiej młodzieży studiującej, lecz wręcz przeciwnie - w moim przekonaniu - formuła szkoły powinna być otwarta dla wszystkich młodych ludzi z całej Europy i nie tylko, którzy chcieliby studiowac te dziedziny nauki, dla których ks. dr Jan Dzierżon poświęcił swe życie.

Powstaje jeszcze otwarte pytanie: PO CO NAM JESZCZE JEDNA SZKOŁA DZIERŻONOWSKA, TYM BARDZIEJ, ŻE MAMY JUŻ JEDNĄ W PSZCZELEJ WOLI (dawniej w Żabiej Woli)? Zespół Szkół Rolniczych Centrum Kształcenia Praktycznego, jak sama nazwa wskazuje ma za zadanie przygotowywanie młodzieży do matury i naukę zawodu rolnika, w tym również daje możliwość otrzymania tytułu technika-pszczelarza. W związku z tym jest to zupełnie inna funkcja - też niezmiernie ważna - od proponowanej w tym wątku. Europejska, Dzierżonowska Szkoła Przyrodnicza - obok zgodnie ze statusem określonej uczelni - prowadzenia studiów akademickich - prowadziłaby badania naukowe - przyrodnicze i historyczne zwieńczone pracami magisterskimi i doktorskimi, itd.

Od razu powstaje proste pytanie: A CO TO NAS, ZWYKŁYCH PSZCZELARZY OBCHODZI? Odpowiedź jest bardzo trudna i nie jest jednoznaczna, ale o tym spróbuję napisać w następnym poście.

Pozdrawiam

Maciej Winiarski (zapomniałem się podpisać - PRZEPRASZAM)
Ostatnio zmieniony 2011-01-25, 12:53 przez pasieczna, łącznie zmieniany 1 raz.

avico

Post autor: avico »

Słomiany ogień i poronione pomysły na miarę Himalajów.

Proponuję znacznie prostszy zabieg, a mianowicie przywrócenie izby pamięci w Łowkowicach, gdzie swoje ostatnie lata spędził Johann Dzierzon i jeszcze trochę czasu pomieszkał po dniach pszczelarza z 2006 r., kiedy do kolejnej rocznicy stal się zbędny i uciążliwy.

Obecnie został eksmitowany (oficjalnie) z braku środków na utrzymanie kilku (nieogrzewanych) pomieszczeń.

Ochy i achy, kim był, w jakim mówił języku, wybitny pszczelarz, naukowiec światowej sławy, zrobić szkołę i KONIECZNIE europejską, bo u nas wszelkie "eco i euro" są niezwykle modne.

Piękne plany i pomysły.
Dodałbym do nich jeszcze w roli rektora panią Pasieczną. Jeżeli nie rektora, to pomysłodawcę i koniecznie o tym wyryć w kamieniu! - Głęboko.

Zejdźmy na ziemię, odczekajmy chwile ze słomianym ogniem, bo za moment zgaśnie zostawiając przykry swąd.

Po cen cały bełkot. Nie tylko izby pamięci w Łowkowicach nie potrafimy utrzymać, że o Domu Pszczelarza nie wspomnę.
Przyrost naturalny ujemny, młodzi wieją na zachód, uczą się tych zawodów, które dadzą im chleb i nawet z półwieczną tradycją Pszczela Wola w tradycyjnie rolniczym terenie ma problem z naborem uczniów. Pewnie pani Pasieczna myśli o uniwersytecie czwartego wieku dla zdemenciałych pszczelarzy.

Chyba jakieś mocne zioło pani Pasieczna zażywa, skoro takie androny wypisuje.

O jakie zapisy ustawy miałaby ta europejska szkoła powstać?
Kto byłby organem założycielskim?
Jaki miała by statut i program nauczania?
Jakie prognozy naboru kandydatów i z jakim dyplomem kończyliby ja uczniowie?
Czy byłaby to szkoła zawodowa, a może technikum, ale znając megalomańskie zapędy musiałaby to być szkoła o randze szkoły wyższej.
Kto by szkołę finansował?
Czy uczniowie płaciliby za naukę? - Jeżeli nie, to kto by za nich płacił?
Siedziba szkoły: Na jakich zasadach, prawo własności, czy najem? Skąd na to środki. Kadra pedagogiczna i personel pomocniczy. Program nauczania.

Błagam o trochę wysiłku umysłowego. To nie boli. Nawet zapyziałe domowe przedszkole trudno zorganizować, a pani Pasiecznej marzy się szkoła.

Według pomysłu pani Pasiecznej można co najwyżej na swojej działce latrynę utworzyć.

Kto chce, niech sam się przekona, że pani Pasieczna napisała 47 postów i tak naprawdę mamy tam wszystko od grafomańskiej poezji zaczynając, a teraz na edukacji kończąc.
Forum jest pszczelarskie, a treści prawdziwie pszczelarskich i na fachowe tematy pszczelarskie u pani Pasiecznej brak.
Pisanie na forum nie jest obowiązkiem, ale przywilejem. Jeżeli panią Pasieczna interesują zagadnienia edukacji, to niech odnajdzie stosowne forum. Cały czas podbija piłeczkę, aby raz na jakiś czas zaistnieć odgrzewając przebrzmiałe tematy. Mamy 11 działów i niemal zero merytorycznych wypowiedzi.
Człowiek, który puszy się drugim stopniem naukowym i popełnieniem kilku publikacji mógłby pomóc pszczelarzom w trudnych tematach związanych z przepisami, czy ich interpretacją.

Marzy się pani Pasiecznej szkoła, a nie potrafiła zorganizować forumowego kursu marketingu poprawiającego sprzedaż miodu z własnej pasieki.

Zamiast tego "skromnie" reklamuje swoją książkę.

http://www.miesiecznik-pszczelarstwo.pl ... ght=#17143

pasieczna
Stukacz
Stukacz
Posty: 99
Rejestracja: 2008-11-04, 21:26

Post autor: pasieczna »

Dzień dobry Państwu,

zacznę od bardzo krótkiego cytatu:

WOLĘ ŚMIESZNOŚĆ PISANIA WIERSZY OD ŚMIESZNOŚCI ICH NIE PISANIA(!!!)
Wisława Szymborska

Człowiek, który kompletnie nie rozumie określonego tematu - w tym przypadku - koncepcję stworzenia europejskiej, dzierżonowskiej szkoły przyrodniczej - pragnąc zaznaczyć u Szanownych Czytelników tego Forum swoje niby-rozumienie istoty problemu - ucieka się do sztuki uprawiania erystyki. Polega to na tym, że piętnuje się prawdziwe lub zmyślone przywary dyskutanta, zamiast rzetelnej polemiki na argumenty, co rzecz jasna wyklucza jakąkolwiek możliwość dyskusji z tym człowiekiem. Oczywiście, starannie wymieniając tytuły naukowe u atakowanego człowieka, poucza go co on powinien robić... U człowieka zakompleksionego (dobrze to opisał Pan o nicku Szlachciura) i o ciągotach do uprawiania sztuki erystycznej, zawsze zwycięża małostkowość i niezdrowa, źle rozumiana ambicja. Podstawowym sposobem uprawiania dyskusji przez takiego człowieka jest dążenie za wszelką cenę do wywołania konfliktu z dyskutantem. Wypowiedzi kierowane do mnie przez tego człowieka są absolutnie jałowe w treści, paranoidalne w formie i na żenującym poziomie od strony werbalnej.

Jednak zawdzięczam temu człowiekowi dwie rzeczy. Pierwsza z nich to poprzez napisanie zdania: "Zamiast tego "skromnie" reklamuje swoją książkę" i podanie linku: http://www.miesiecznik-ps...ighlight=#17143 przez co, to on właśnie skutecznie ją reklamuje (o czym na pewno nawet nie wie), a druga... Pozwólcie Państwo, że tą drugą rzecz zatrzymam dla siebie.

Wracamy do tematu tego wątku.

Z pewnością Państwo pamiętają jeszcze niedawną wizytę Hu Jin Tao - premiera Chin w USA w dniach 19-21 stycznia bieżącego roku. Podczas tej wizyty omawiano aż dwukrotnie na najwyższym szczeblu nielegalny eksport chińskiego miodu do Stanów Zjednoczonych (w Senacie i w Amerykańsko-Chińskiej Izbie Handlowej). Eksport chińskiego miodu odbywa się poprzez kraje trzecie, takie jak: Malezja, Tajlandia, Indie i Tajwan. Dlaczego o tym wspominam? Czy Prezydent Barack Obama nie miał ważniejszych problemów do omówienia z chińskim przywódcą? Z pewnością miał, chociażby sprawę sztucznego utrzymywania przez Chiny niskiej wartości juana, co szalenie utrudnia eksport towarów amerykańskich do Państwa Środka. Jednak w USA jest tak wiele "tub" medialnych wyczulonych na problemy zdrowej żywności docierającej do konsumentów i na problemy pszczelarskie, iż Prezydent największego państwa świata nie mógł koło tej sprawy przejść obojętnie.

A co u nas się dzieje? Powołujemy komisje, pszczelarze przekonują pszczelarzy o wadze pracy pszczoły miodnej w rolnictwie i w przyrodzie, a władze państwa wszystkich szczebli co najwyżej ignorują naszą obecność w środowiskach w których żyjemy i pracujemy. Dlatego uważam, że istnienie europejskiej, dzierżonowskiej szkoły przyrodniczej jest również w interesie zwykłych pszczelarzy ponieważ przybyłby nam potężny sojusznik, który wraz z nami umocniłby pozycję pszczelarstwa w społeczeństwie i w gospodarce narodowej.

Powstaje jeszcze jedno pytanie: Dlaczego na ten "genialny" pomysł nie wpadł ktoś inny i znacznie wcześniej? Owszem, myślano o takiej szkole juz w roku 1956, ale w ówczesnej rzeczywistości pomysł ten był nie do zrealizowania. A tak naprawdę ja nie jestem autorem tego pomysłu. Pomysłodawcą był ś.p. Ferdynand Warwas, który wielokrotnie przekonywał mnie, że taka szkoła umożliwiłaby wyjście szerokim frontem z ideami ks. dr Jana Dzierżona do naszego społeczeństwa i do społeczeństw Europy. Przekonywał - i miał rację - że mój pomysł ogłoszenia 2006 r. Międzynarodowym Rokiem Dzierżonowskim jest nierealny, równocześnie uważał, że praca "od podstaw" na znacznym obszarze kraju i w długim okresie czasu - przyniesie znacznie lepsze efekty od jednorazowej akcji, nawet międzynarodowej. Wówczas nie rozumiałem tego Wspaniałego Pszczelarza i wracam do tej sprawy dopiero teraz, rozumiejąc to jako swoisty testament mojego Przyjaciela. Tyle na dzisiaj - w następnym poście opiszę podstawowe założenia szkoły, oczywiście wg tego, jak ja to rozumiem (autopoprawka).

Pozdrawiam

Maciej Winiarski

Awatar użytkownika
Administrator
Administrator
Administrator
Posty: 143
Rejestracja: 2004-10-12, 16:09
Lokalizacja: Skierniewice

Post autor: Administrator »

pasieczna, uwaga... ziemia. Koncepcja koncepcją, ale ludzie tu obecni są realistami. Bez finansowania ten pomysł jest tylko pomysłem. Muszę się zgodzić z avico - autor wątku skupia się głównie na biciu piany i robieniu szumu, niekoniecznie na temat. Wszyscy czekają na czyny, jak zobaczą zaangażowanie chętnie się podłączą, wszak sukces ma wielu ojców.

avico, w jednym z postów Twego autorstwa można było przeczytać - o ile mnie pamięć nie myli - coś o analfabetyzmie, chodziło o umiejętność czytania. Jako że pasieczna podpisuje swe posty z imienia i nazwiska wnoszę, że to przypadłość zakaźna, przenoszona przez internet.

avico

Post autor: avico »

Administrator pisze:
avico, w jednym z postów Twego autorstwa można było przeczytać - o ile mnie pamięć nie myli - coś o analfabetyzmie, chodziło o umiejętność czytania. Jako że pasieczna podpisuje swe posty z imienia i nazwiska wnoszę, że to przypadłość zakaźna, przenoszona przez internet.
Pragnę się wytłumaczyć:

zgadzam się z Adminem, tylko jakoś trudno odbiera się facet, który niczym "transetka" nie potrafi swojej płciowości określić i występuje pod kobiecym nickiem. Przecież "Pasieczna", to jak najbardziej "kobita", a nie chłop.
Przyznaję, że trochę złośliwie użyłem słowa "pani", ale jak mamy traktować kogoś, kto sam nie jest pewien swojej płci?
Przecież też byłyby zarzuty, że zwracam się jak do mężczyzny, gdy ten zapewne tego nie chce, czując się lepiej w damskiej roli i nawet żeński nick przybrał.

Cokolwiek nie uczynię - źle będzie.

Z tym podpisywaniem się imieniem i nazwiskiem jest mętna historia, bo doszło do sporu między panią/panem, a cenionym pszczelarzem TZ, którego zainteresowany/a pomówił o ujawnienie tożsamości. Obraził się wtedy na cały świat i poszedł z forum, na którym owa draka miała miejsce. Od tamtej pory oprócz nicku zamieszcza podpis.
Przecież metrykalni mężczyźni czujący się jak kobieta też używają żeńskich imion i sposobu wypowiedzi. Gdyby czuł się jak chłop, to nie powinien ubierać się w babskie ciuszki (tu w domyśle żeński nick). Mógł się zalogować jako "pasieczny", a jednak, .......

krzysglo
Senior Stukacz
Senior Stukacz
Posty: 558
Rejestracja: 2007-01-19, 20:43
Lokalizacja: woj. opolskie

Post autor: krzysglo »

Administrator, avico, a czy Wy nie odbiegacie od tematu wątku ? Czy Wam nie chodzi o rozmydlenie tego wątku ? Zastanówcie się i piszcie w temacie.

avico

Post autor: avico »

krzysglo pisze:Administrator, avico, a czy Wy nie odbiegacie od tematu wątku ? Czy Wam nie chodzi o rozmydlenie tego wątku ? Zastanówcie się i piszcie w temacie.
Przepraszam, ale miałem prawo się wytłumaczyć.
Pragnę zauważyć, że podobne spięcia mają miejsce tylko i wyłącznie w tematach pozapszczelarskich.

Szlachciura
Starszy Stukacz
Starszy Stukacz
Posty: 109
Rejestracja: 2010-10-07, 20:40

Post autor: Szlachciura »

Wielokrotnie w swoim życiu spotykałem niesamowicie zakompleksionych typków którzy nie mogąc znieść przewagi intelektualnej interlokutora posuwali się do inwektyw najniższego sortu...na poziomie właściwym tylko sobie...
Co począć ? ...należy współczuć i śmiać się... :690: :690: :690:

krzysglo
Senior Stukacz
Senior Stukacz
Posty: 558
Rejestracja: 2007-01-19, 20:43
Lokalizacja: woj. opolskie

EUROPEJSKA, DZIERŻONOWSKA SZKOŁA PRZYRODNICZA

Post autor: krzysglo »

Szlachciura pisze:Wielokrotnie w swoim życiu spotykałem niesamowicie zakompleksionych typków którzy nie mogąc znieść przewagi intelektualnej interlokutora posuwali się do inwektyw najniższego sortu...na poziomie właściwym tylko sobie...
Co począć ? ...należy współczuć i śmiać się... :690: :690: :690:
Temat brzmi: EUROPEJSKA, DZIERŻONOWSKA SZKOŁA PRZYRODNICZA,
trzymajmy się tematu.

[ Dodano: 2011-01-31, 22:06 ]
pasieczna pisze: (...)
Dlaczego na ten "genialny" pomysł nie wpadł ktoś inny i znacznie wcześniej? Owszem, myślano o takiej szkole juz w roku 1956, ale w ówczesnej rzeczywistości pomysł ten był nie do zrealizowania. A tak naprawdę ja nie jestem autorem tego pomysłu. Pomysłodawcą był ś.p. Ferdynand Warwas, który wielokrotnie przekonywał mnie, że taka szkoła umożliwiłaby wyjście szerokim frontem z ideami ks. dr Jana Dzierżona do naszego społeczeństwa i do społeczeństw Europy. Przekonywał - i miał rację - że mój pomysł ogłoszenia 2006 r. Międzynarodowym Rokiem Dzierżonowskim jest nierealny, równocześnie uważał, że praca "od podstaw" na znacznym obszarze kraju i w długim okresie czasu - przyniesie znacznie lepsze efekty od jednorazowej akcji, nawet międzynarodowej. Wówczas nie rozumiałem tego Wspaniałego Pszczelarza i wracam do tej sprawy dopiero teraz, rozumiejąc to jako swoisty testament mojego Przyjaciela.
(..)
Wzmianka o Ferdynandie Warwasie, oraz Jego artykuł o ks. Janie Dzierżonie.


cyt.

O Dzierzonie ze Śląska - Ferdynand Warwas


Od redakcji
Tragiczne wiadomości przychodzą zawsze niespodziewanie. I ta, o śmierci Ferdynanda Warwasa, przyszła nieproszona i miast zapukać do drzwi, wyważyła je z hukiem i trzaskiem. Nie znałem Ferdynanda Warwasa przez długie lata. Nasza znajomość zaczynała dopiero powoli dojrzewać. Dzisiaj już wiadomo, że nie dane nam będzie prowadzić długich wieczornych rozmów telefonicznych o pszczołach i pszczelarstwie. I wiadomo, że Ferdynand nie podejdzie już nigdy do stoiska z Kalendarzami Pszczelarza i Przeglądem Pszczelarskim na kolejnych Ogólnopolskich Dniach Pszczelarza. Niemądre porzekadło mówi, że nie ma ludzi niezastąpionych. Ale ja wiem, że to nieprawda. I dowodzi tego wzruszające wspomnienie Macieja Winiarskiego o Ferdynandzie Warwasie. Składając hołd Zmarłemu, chciałbym przypomnieć urokliwy tekst Ferdynanda, napisany specjalnie do Kalendarza Pszczelarza 2006 pt. O Dzierzonie ze Śląska. Zachowam pamięć o Ferdynandzie w języku jego serca, w śląskiej gwarze, którą tak pięknie władał.
Maciej Rysiewicz

Siedmioletni Johannes zacot łajzić do skoły podstawowej w Łowkowicach (Lofkowiz). Jego piyrsym rechtorem boł Michał Niemcyk. Przez dwa lata ucoł się po polsku. Potyn, jus w Byczynie, przez rok ucoł się po niemiecku. W 1821 roku ojciec jego, Symon Dzierzon, wolny kmieć z Łowkowic, zapisoł syna do jezuickiej skoły średniej we Wrocławiu. Z Wrocławia wyjechał w 1833 roku, jako kapelonek chtory umiał gołdać po polsku, niemiecku i po śląsku. Nałpszot suzoł w Starych Siotkowicach, potyn w Popielowie, a od 1835 do 1884 roku psiejął obowiązki farołrza w Karłowicach wele Brzegu. Tam zacot swojan przygodan ze pscołami. Piyrse łule dostał łod łojca za to, ze jak boł skalcokiem pomołgoł mu przy pscołach. Były to łule Christa, nołlepse w tych casach. Ale nie podobały mu się. Zacoł wele nich majstrować tak dugo, ołs stracioł połowan pscoł. Niechtorzy na pscoły gołdali wtedy muchy. W roku panskim 1846 mioł gotowy swój wymyślony łul. Były to dwa do kupy zrobione szranki łotnierane ze zadku jednymi dwierzoma. Każdy taki łul-szrank boł podzielony na trzy tajle. W kazdym były zawieszone lajsty (snozy) dugie na 24 cetymetry. Przez ta małoł lajsta, stoł się znany na calutkim świecie. Zacoł pisać o swoich muchach i łulach w gazecie Eiehstadter Bienenzeitung. W 1847 roku Dzierzon wydrukował w Grodkowie ksionskan Neue verbeserte Bienenzucht (Nowe udoskonalone pszczelnictwo). Przetumcół na jezyk polski i wydrukowoł ja w Piekarach Śląskich J. Lompa w 1850 roku.

Nołwazniejsoł ksionska ks. dr. Jana Dzierzona to Teoria i praktyka nowego pszczół lubownikal czyli nowy sposób pszczelnictwa z najpomyślniejszą skutecznością używanego i opisanego przez Księdza Dzierzona, plebana w Karłowicach na Śląsku - przetumaconoł i wydanoł tez w Piekarach Śląskich przez tego samego Lompe w 1851 roku.

Caluśki świat pscelarski dowiedzioł się ło jego łulach, chowie matek pscelich, łoncynioł pscoł i łotkładach.

Na plebanian do Karłowic przychodziły z calutkiego świata co ros to więcej pismow. Zacoły powstukować ferajny pscelarskie. Ks. Jan Dzierzon w raz i Wilhelmen Brukiszem załozyli na zamku w Kopicach kole Grodkowa w roku 1842 Śląskie Towarzystwo Pscelarskie.

Jego sława przyniosła mu łordery ze łośmiui krajów i wiela dyplomów a roku 1872 Łuniwersytet w Monachium doktorat z filozofii honoris causa. Boł farołrzem, pscelorzem i społecnikym. Pomołgoł swoim parafianom. Pisoł pisma do urzendow i sondow za co Wyzsy Sąd Krajowy we Wrocławiu w roku 1866 nałozoł na niego grzywnan. Przez 30 lołt wisiała na nim ekskomunika.
Dzieki pscołom mog przetrzymać te cienskie casy. Mioł 400 folków (rodzin) w 12 wsiach.

Pod koniec zycia mioł w swojej izbie przy łosku łul z pscołami. Umar wpatrzony w łuł z przenołświęcym w renkach. Zoł 95 lołt.

źródło:
===> Przegląd Pszczelarski nr 4(9)/2007 s.64

pasieczna
Stukacz
Stukacz
Posty: 99
Rejestracja: 2008-11-04, 21:26

Post autor: pasieczna »

Dobry wieczór Państwu,

mimo przeszkód i różnych oskarżeń z chęcią bycia rektorem nowej szkole na czele (tak jakby to nie był wielki zaszczyt - bycie rektorem jakiejś uczelni!) należy zaczęty wątek zakończyć w myśl zasady: PSY SZCZEKAJĄ A KARAWANA IDZIE DALEJ (arabskie). Zatem do dzieła, czyli do wklejenia wypowiedzi z Forum KZP:

"
Dzień dobry Państwu,

wracamy do koncepcji EUROPEJSKIEJ, DZIERŻONOWSKIEJ SZKOŁY PRZYRODNICZEJ. zanim przejdziemy do kwestii szczegółowych związanych z pomysłem stworzenia Europejskiej, Dzierżonowskiej Szkoły Przyrodniczej, to chciałbym uzasadnić poszczególne przymiotniki. Zacznijmy od pierwszego, czyli dlaczego EUROPEJSKA?

Aby tę kwestię dobrze uzasadnić, pozwólcie Państwo, że jeszcze raz oddam głos samemu ks. dr Janowi Dzierżonowi, który w 1872 r. powiedział:

"Co się tyczy mojej narodowości, jestem oczywiście, jak już samo nazwisko mówi, Polakiem z urodzenia, gdyż na Śląsku mówi sie po polsku, a że od 10 roku życia znalazłem się we Wrocławiu i tam studiowałem, stałem się Niemcem z wykształcenia. ALE NAUKA NIE UZNAJE GRANIC ANI NARODOWOŚCI."

Oświadczenie ks. dr Jana Dzierżona, że "nauka nie uznaje granic ani narodowości", zmusza do szerszego spojrzenia na podstawowe założenia dla Jego szkoły. Mianowicie nie możemy jej zawężać tylko dla polskich naukowców i dla polskiej młodzieży studiującej, lecz wręcz przeciwnie - w moim przekonaniu - formuła szkoły powinna być otwarta dla wszystkich młodych ludzi z całej Europy i nie tylko, którzy chcieliby studiowac te dziedziny nauki, dla których ks. dr Jan Dzierżon poświęcił swe życie.

Powstaje jeszcze otwarte pytanie: PO CO NAM JESZCZE JEDNA SZKOŁA DZIERŻONOWSKA, TYM BARDZIEJ, ŻE MAMY JUŻ JEDNĄ W PSZCZELEJ WOLI (dawniej w Żabiej Woli)? Zespół Szkół Rolniczych Centrum Kształcenia Praktycznego, jak sama nazwa wskazuje ma za zadanie przygotowywanie młodzieży do matury i naukę zawodu rolnika, w tym również daje możliwość otrzymania tytułu technika-pszczelarza. W związku z tym jest to zupełnie inna funkcja - też niezmiernie ważna - od proponowanej w tym wątku. Europejska, Dzierżonowska Szkoła Przyrodnicza - obok zgodnie ze statusem określonej uczelni - prowadzenia studiów akademickich - prowadziłaby badania naukowe - przyrodnicze i historyczne zwieńczone pracami magisterskimi i doktorskimi, itd.

Od razu powstaje proste pytanie: A CO TO NAS, ZWYKŁYCH PSZCZELARZY OBCHODZI? Odpowiedź jest bardzo trudna i nie jest jednoznaczna.

Z pewnością Państwo pamiętają jeszcze niedawną wizytę Hu Jin Tao - premiera Chin w USA w dniach 19-21 stycznia bieżącego roku. Podczas tej wizyty omawiano aż dwukrotnie na najwyższym szczeblu nielegalny eksport chińskiego miodu do Stanów Zjednoczonych (w Senacie i w Amerykańsko-Chińskiej Izbie Handlowej). Eksport chińskiego miodu odbywa się poprzez kraje trzecie, takie jak: Malezja, Tajlandia, Indie i Tajwan. Dlaczego o tym wspominam? Czy Prezydent Barack Obama nie miał ważniejszych problemów do omówienia z chińskim przywódcą? Z pewnością miał, chociażby sprawę sztucznego utrzymywania przez Chiny niskiej wartości juana, co szalenie utrudnia eksport towarów amerykańskich do Państwa Środka. Jednak w USA jest tak wiele "tub" medialnych wyczulonych na problemy zdrowej żywności docierającej do konsumentów i na problemy pszczelarskie, iż Prezydent największego państwa świata nie mógł koło tej sprawy przejść obojętnie.

A co u nas się dzieje? Powołujemy komisje, pszczelarze przekonują pszczelarzy o wadze pracy pszczoły miodnej w rolnictwie i w przyrodzie, a władze państwa wszystkich szczebli co najwyżej ignorują naszą obecność w środowiskach w których żyjemy i pracujemy. Dlatego uważam, że istnienie europejskiej, dzierżonowskiej szkoły przyrodniczej jest również w interesie zwykłych pszczelarzy ponieważ przybyłby nam potężny sojusznik, który wraz z nami umocniłby pozycję pszczelarstwa w społeczeństwie i w gospodarce narodowej.

Powstaje jeszcze jedno pytanie: Dlaczego na ten "genialny" pomysł nie wpadł ktoś inny i znacznie wcześniej? Owszem, myślano o takiej szkole juz w roku 1956, ale w ówczesnej rzeczywistości pomysł ten był nie do zrealizowania. A tak naprawdę ja nie jestem autorem tego pomysłu. Pomysłodawcą był ś.p. Ferdynand Warwas, który wielokrotnie przekonywał mnie, że taka szkoła umożliwiłaby wyjście szerokim frontem z ideami ks. dr Jana Dzierżona do naszego społeczeństwa i do społeczeństw Europy. Przekonywał - i miał rację - że mój pomysł ogłoszenia 2006 r. Międzynarodowym Rokiem Dzierżonowskim jest nierealny, równocześnie uważał, że praca "od podstaw" na znacznym obszarze kraju i w długim okresie czasu - przyniesie znacznie lepsze efekty od jednorazowej akcji, nawet międzynarodowej. Wówczas nie rozumiałem tego Wspaniałego Pszczelarza i wracam do tej sprawy dopiero teraz, rozumiejąc to jako swoisty testament mojego Przyjaciela. Tyle na dzisiaj - w następnym poście opiszę podstawowe założenia szkoły, oczywiście wg tego, jak ja to rozumiem.

Pozdrawiam


Prawda, prawda ponad wszystko!

Ks. dr Jan Dzierżon"

I następny post:

"Dzień dobry Państwu,

pisałem już wcześniej, że mówiąc o szkole jakiegoś wielkiego uczonego, iż nie chodzi tu o mury i pieniądze, tylko raczej o specyficzną aurę roztaczaną wokół dokonań tego uczonego i o dalsze rozwijanie jego zasadniczych idei i odkryć. Żeby łatwiej Szanowny Czytelnik zrozumiał o co chodzi w koncepcji europejskiej, dzierżonowskiej szkoły przyrodniczej posłużę się przykładem, który w Polsce jest dość powszechnie znany.

Przed II wojną światową nasze nauki matematyczne określane były jako "polska szkoła matematyczna" w skład której wchodziły trzy dalsze: warszawska szkoła matematyczna, rozwijana głównie w środowisku Uniwersytetu Warszawskiego, krakowska szkoła matematyczna, rozwijana w środowisku Uniwersytetu Jagiellońskiego i Akademii Hutniczej oraz lwowska szkoła matematyczna rozwijana we współpracy matematyków wszystkich lwowskich wyższych szkół. Popołudniami pod "patronatem" wybitnych profesorów: Stefana Banacha i Hugo Steinhausa matematycy spotykali się w Kawiarni Szkockiej, gdzie przy kawie i koniaczkach dla rozrywki rozwiązywano problemy matematyczne, które zapisywano ołówkiem kopiowym na blatach marmurowych stolików kawiarnianych, które sprzątaczka starannie wycierała... Niejedno doniosłe rozwiązanie problemu matematycznego, w ten sposób szło bezpowrotnie w niepamięć. Dopiero żona Prof. Stefana Banacha, pani Łucja, dostarczyła gruby brulion, w którym zapisywano rozwiązania poszczególnych problemów matematycznych. Należy też wspomnieć, że to właśnie polscy matematycy-kryptolodzy rozszyfrowali niemiecką Enigmę, Po raz pierwszy szyfrogramy zakodowane przy pomocy Enigmy udało się rozszyfrować polskim kryptologom w roku 1932. Prace Polaków, głównie Mariana Rejewskiego, Jerzego Różyckiego i Henryka Zygalskiego, pozwoliły na dalsze prace nad dekodowaniem szyfrów stale unowocześnianych maszyn Enigma najpierw w Polsce, a po wybuchu wojny we Francji i w Wielkiej Brytanii. Uważa się, że znajomość ogromnej większości rozkazów niemieckich, walnie przyczyniła się do zwycięstwa aliantów w II wojnie światowej. Ale to było całkiem na marginesie naszych rozważań o europejskiej, dzierżonowskiej szkole przyrodniczej.

Młodzież uzdolniona matematycznie, tłumnie przybywała do Lwowa, aby móc studiować u sławnych profesorów. Zatem, to nie pieniądze, ani mury poszczególnych uczelni przyciągały studentów do Lwowa tylko niezwykły talent i sława profesorów Stefana Banacha i Hugo Steinhausa. A talentu nie można kupić (ani sprzedać) tylko po prostu należy urodzić się z nim i rozwijać go. Dodajmy, że w czasie wojny Profesor Stefan Banach, aby móc przeżyć karmił... wszy w instytucie profesora Rudolfa Weigla, twórcy szczepionki przeciw tyfusowi plamistemu (jeszcze jedna tragiczna postać, któremu poświęcę odrębny post).

Lwów i wspomnienia... Lwów i wspomnienia i tak odbiegliśmy od tematu. Przepraszam. W następnym poście postaram się na wskazanie środowisk gdzie pomysł europejskiej, dzierżonowskiej szkoły przyrodniczej miałby rację bytu. Przypominam, iż jest to pomysł nieżyjącego od blisko trzech lat mojego przyjaciela Kolegi FERDYNANDA WARWASA.

Prawda, prawda ponad wszystko!

Ks. dr Jan Dzierżon

Pozdrawiam"

I jeszcze jeden:

"Dobry wieczór Państwu,

już wiemy, że ogromna większość szkół wokół utworzonych od nazwisk wybitnych ludzi nauki dotyczy bardziej pewnej, specyficznej aury wytworzonej wokół nazwiska i dokonań danego człowieka niż konkretnych murów i wielkich pieniędzy. Oczywiście, żadnej konferencji naukowej nie zorganizuje się, żadnego seminarium bez zaplecza materialnego dla tych przedsięwzięć. Jednak jak przed pięcioma laty w 100. urodzin ks. dr Jana Dzierżona nie udało się tej rocznicy nadać rangę międzynarodowego roku dzierżonowskiego, co znakomicie wypromowałoby w świecie samego Wielkiego Uczonego i całe polskie pszczelarstwo, to mój Przyjaciel Ferdynand Warwas (niestety, już czwarty rok będzie jak od nas nagle odszedł) powiadał tak: „Bo Panie Macieju, do dokonań ks. dr Jana Dzierżona trzeba podejść zupełnie inaczej”. Jak? – Dopytywałem, mocno zafrasowany. „Całkiem prosto. Zróbmy coś, aby w Opolu powstała europejska, dzierżonowska szkoła pszczelarska. Przecież słyszał Pan o austriackiej szkole ekonomicznej? Oni nie martwią się, że dorobek takich uczonych jak: Ludwig von Mises czy Friedrich Hayek pójdzie w niepamięć!” Wtedy nie byłem przygotowany do podjęcia tego tematu, lecz w miarę jak rozczytywałem się literaturze dzierżonowskiej, myśl ta natrętnie wracała. Może jednak F. Warwas miał rację. Z literatury przedmiotu zorientowałem się, że prace ks. dr Jana Dzierżona znacznie wykraczają poza ramy pszczelnictwa i dlatego nie należy zawężać zakresu tej szkoły do ram pszczelarstwa, stąd zmiana nazwy projektu szkoły na „przyrodniczą”. Mam nadzieję, że mój Przyjaciel nie miałby nic przeciwko temu.

Ale natrętnie wraca pytanie: które ośrodki naukowe w Polsce i Europie mogą stworzyć odpowiednie środowisko dla rozwoju dzierżonowskiej nauki? Rzecz jasna, moja wiedza dotycząca rozwijanych przez poszczególne ośrodki nauk przyrodniczych, jest zbyt uboga dlatego poniższe wskazania proszę Szanownych Forowiczów o potraktowanie jako zwykły głos w dyskusji.

Zgodnie z sugestią nieżyjącego Kolegi F. Warwasa w pierwszej mierze stawiam środowisko akademickie Opola, a zwłaszcza dwóch uczelni: Uniwersytetu Opolskiego i Politechniki Opolskiej jako naturalnych spadkobierców idei ks. dr Jana Dzierżona. Powstaje najprostsze z możliwych pytanie: czy Uczeni z wymienionych uczelni będą zainteresowani rozwojem takiej szkoły i czy istniejące kierunki nauczania i prowadzonych badań naukowych, mogą objąć kierunki badań ks. dr Jana Dzierżona?

Drugim wskazanym przeze mnie ośrodkiem jest środowisko wyższych uczelni Wrocławia z Uniwersytetem Wrocławskim na czele. Skąd takie wskazanie? Właśnie we Wrocławiu młody Jan Dzierżon zdobył średnie i wyższe wykształcenie (teologia katolicka na Uniwersytecie Wrocławskim) i to miasto w sposób naturalny może pretendować do stworzenia takiej szkoły. Również środowisko akademickie Wrocławia z całą pewnością może prowadzić wszystkie kierunki badań przyrodniczych wraz z pszczelnictwem z racji posiadanego potencjału naukowego nie tylko na Uniwersytecie Wrocławskim lecz również na takich uczelniach, jak: Uniwersytet Przyrodniczy (dawna Akademia Rolnicza) Uniwersytet Ekonomiczny (dawna Akademia Ekonomiczna), Politechnika Wrocławska i wiele innych uczelni.

Kolejnym wskazaniem jest środowisko naukowe w Monachium, a szczególnie Uniwersytet Monachijski. Przedstawiciele nauk przyrodniczych tego uniwersytetu pierwsi docenili rangę odkryć ks. Jana Dzierżona i w 1873 r. nadali mu tytuł doktora honoris causa. Nie wiem czy środowisko to zdołałoby objąć badaniami wszystkie sfery działalności ks. dr Jana Dzierżona, a zwłaszcza w zakresie pszczelnictwa.

Ostatnim wskazaniem jest środowisko uczelni Katowic z Uniwersytetem Śląskim na czele. Pospołu z Opolem jest naturalnym spadkobiercą idei ks. dr Jana Dzierżona, ponieważ za życia Uczonego, Śląsk nie był podzielony na Śląsk Opolski i Górny. Ale również nie jestem stanie określić, czy środowisko to mogłoby objąć badaniami cały zakres działalności J. Dzierżona.


Prawda, prawda ponad wszystko!

Ks. dr Jan Dzierżon"

I ostatni już post:

"Powstaje bardzo proste pytanie: KTO I JAK MOŻE ZAJĄĆ SIĘ TWORZENIEM TAKIEJ SZKOŁY BEZ "MURÓW" Z MINIMALNYM NAKŁADEM FINANSOWYM? Naprzód wykluczmy tych, którzy nie powinni tym tematem zajmować się. Oczywiście, w pierwszym rzędzie zdeklarowanych pesymistów i malkontentów. Naprawdę należy znaleźć WIELKICH ENTUZJASTÓW, KTÓRZY "Z NICZEGO" CHCIELIBY COŚ STWORZYĆ. Ale do tego jeszcze dojdziemy. Drugą grupą, która niechętnie włącza się prace perspektywistyczne to wg mojego skromnego zdania są osoby z grupy schyłkowej (trzeciego wieku) do której - niestety - i ja należę. Po prostu, ogromna większość tych osób, pomimo, iż posiada dużo wolnego czasu, zwrócona jest raczej w kierunku spraw transcendentalnych niż w kierunku życia. Jednak należy podkreślić, że na szczęście dla ludzi, starzejemy się w różnym tempie i w związku z tym najsprawniejsi spośród nas mogą efektywnie uczestniczyć w takich pracach.

Zatem kto? Oczywiście, mam na myśli ludzi młodych, zwłaszcza z grupy starszej młodzieży i pokoleń w średnim wieku. Rzecz jasna, w czasach tak ciężkich nie jest łatwo wykrzesać entuzjastów, którzy całymi latami chcieliby pracować społecznie na rzecz realizacji europejskiej, dzierżonowskiej szkoły przyrodniczej. Z punktu widzenia polskiego i europejskiego prawodastwa w społeczeństwie obywatelskim osoby fizyczne niewiele mogą zdziałać. Korzystając z dobrodziejstwa ustawy: "Ustawa o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie", w której czytamy: "...organizacjami pozarządowymi są, nie będące jednostkami sektora finansów publicznych, w rozumieniu przepisów o finansach publicznych, i niedziałające w celu osiągnięcia zysku, osoby prawne lub jednostki nieposiadające osobowości prawnej utworzone na podstawie przepisów ustaw, w tym fundacje i stowarzyszenia,..." po prostu należy takie stowarzyszenie powołać, np. pod nazwą Polskie Stowarzyszenie Dzierżonowskie, albo: Stowarzyszenie Rozwoju Nauk Dzierżonowskich, lub całkiem prosto: Stowarzyszenie im. ks. dr Jana Dzierżona, itd. Po zarejestrowaniu w sądzie rejestrowym, takie stowarzyszenia rozpoczyna swoją działalność. JUŻ 10 CZŁONKÓW MOŻE ZAREJESTROWAĆ OKREŚLONE STOWARZYSZENIE.

Dlaczego, w społeczeństwach demokratycznych (obywatelskich) jest tak duże znaczenie organizacji pozarządowych? Pytanie to jest z zakresu politologii, lecz zaryzykuję udzielenie odpowiedzi. Po pierwsze dlatego, że w takich społeczeństwach dąży się do pobudzenia aktywności ludzi we wszystkich możliwych sferach działalności. Chodzi o to, aby ludzie w swoich środowiskach, wypełniali wolny czas nie tylko prostym oglądaniem programów telewizyjnych, internetu, tabloidów itd. lecz coś konkretnego w swoim środowisku robili. Jeżeli przedłożone projekty określonej działalności są efektywne i społecznie pożyteczne, to są one finansowane z pieniędzy publicznych. Po drugie dlatego, iż wychodzi się z założenia, że w organizacjach pozarządowych ludzie lepiej wiedzą od władzy jak mądrze wydawać pieniądze. Wreszcie, dlatego, że lokalni przedstawiciele władz oraz szefowie ważnych instytucji publicznych nie wiedzą jaki potencjał osobowy (jaka jest liczba członków stowarzyszenia) stoi za plecami zarządu danego stowarzyszenia. Dlatego głos najmniejszej nawet organizacji pozarządowej jest tysiące razy silniejszy od zwykłego obywatela. Tak więc, reasumując tę część mojej wypowiedzi, w określonym środowisku miasta akademickiego, w pierwszym rzędzie należy zorganizować dzierżonowską organizację pozarządową, która będzie raz wraz współorganizować konferencje i seminaria naukowe, będzie dyskutować z władzami poszczególnych uczelni o włączeniu do programów nauczania zakresu działalności praktyczno-naukowej ks. dr Jana Dzierżona itd. Praca organiczna rozłożona na wiele lat, która doprowadzi do tego, iż z czasem zacznie się mówić ŻE W MIEŚCIE X JEST DZIERŻONOWSKA SZKOŁA PRZYRODNICZA. Dopiero jak zacznie napływać do tego miasta młodzież z innych państw, można będzie dopisać przymiotnik: EUROPEJSKA.

Powstaje następne pytanie: CZY W PRACACH TAKIEGO STOWARZYSZENIA MOGĄ UCZESTNICZYĆ PSZCZELARZE? Ależ oczywiście, że tak! Jeżeli zakres działalności takiego stowarzyszenia będzie leżał w sferze jego zainteresowań, to jak najbardziej tak. Podam tylko swój przykład jestem członkiem Polskiego Związku Pszczelarskiego, Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego i Polskiego Klubu Ekologicznego.
Doskonale wiem, ze ludzie zatrudnieni na uczelniach i w instytutach naukowych są członkami dużo większej liczby organizacji i towarzystw naukowych. Tutaj nie ma żadnych ograniczeń.

Pytam się samego siebie jakie działania podjąłby św. p. Ferdynand Warwas w sprawie europejskiej, dzierżonowskiej szkoły przyrodniczej. Był to wyjątkowo skromny i cichy człowiek, i pewnie temat ten próbowałby rozwiązywać inaczej. Korzystając, ze swoich znajomości prowadziłby w Opolu rozmowy z ważnymi osobami, aby zyskać sojuszników dla swego pomysłu. Pójdę i ja w Jego ślady i do końca zimy przeprowadzę takie rozmowy. Zobaczymy z jakim efektem?

Pozdrawiam

Prawda, prawda ponad wszystko!

Ks. dr Jan Dzierżon"

PRZYJEMNEJ LEKTURY

Pozdrawiam

Maciej Winiarski
_________________
_________________

andrzeii
Nieśmiały
Nieśmiały
Posty: 10
Rejestracja: 2012-03-22, 15:44

Post autor: andrzeii »

Bardzo udany pomysł. Życzę powodzenia. Miłe by było gdyby na zajęciach można było posłuchać również ekonomistów, ludzi od marketingu itp. Sprzedaż często jest trudnym elementem, a są ludzi znający się i potrafiący przekazać swoją wiedzę w odpowiedni sposób. Miód jest dobrem niemal luksusowym dziś i tak należy go sprzedawać, stosując odpowiednie sposoby.

ODPOWIEDZ