Józef Chorzępa

O zwalczaniu warrozy nieco inaczej

Praktykę pszczelarską prowadzę kilkadziesiąt lat. Od lat wiele uwagi poświęcam warrozie, starając się ograniczyć jej wyniszczające oddziaływanie na pszczoły. Efekty tych poczynań nigdy jednak nie zadowalają, gdyż problemu w sposób definitywny żadna z metod nie rozwiązuje. Od początków pojawienia się warrozy w mojej pasiece, czyli podobnie jak w całej Polsce od lat 80. ubiegłego wieku, stosowałem z różnym powodzeniem wszystkie dostępne specyfiki – Apiwarol, Bayvarol, Biowar, ApiLifeVar, kwas mrówkowy oraz kwas szczawiowy. Zawsze towarzyszyła mi obawa o to, czy stosując te środki, bardziej szkodzę czy bardziej pomagam pszczołom i szeroko rozumianemu środowisku naturalnemu.

Ewentualna szkodliwość stosowania środków chemicznych w pszczelarstwie może mieć szeroki i trudny do zmierzenia zasięg. Zastanawia mnie, w jakim stopniu skażone środkami chemicznymi mikrośrodowisko ula, pełne obcych i nieprzyjaznych pszczołom substancji oraz zapachów, może być przyczyną trudnych do zrozumienia i wytłumaczenia zachowań pszczół. Czy masowe opuszczanie uli przez pszczoły, a także jesienne rójki, mogą być tego następstwem? Kierując się tego rodzaju obawami, rozpocząłem próby stosowania ziół, tak niedawno jeszcze powszechnych w leczeniu ludzi i zwierząt.

Nasz współczesny sposób postrzegania otaczającej nas rzeczywistości obarczony jest balastem lekceważenia i sceptycyzmu w odniesieniu do ziołolecznictwa, a przecież zioła kiedyś zmieniały nawet bieg historii, bo na własnej skórze wielu władców doświadczyło ich leczniczej mocy. Większość pszczelarzy nieufnie podchodzi do obecnych na rynku specyfików przeciw warrozie zawierających substancje pochodzenia roślinnego. Wygodnie i leniwie zawierzyliśmy wszyscy chemii. Sądzę, że nierozważnie byłoby z niej rezygnować.

W swojej 40-pniowej pasiece leczenie ziołami traktuję jednak od wielu lat jako podstawę utrzymania zdrowia pszczół. Mimo tego we wrześniu po okresie czerwienia, a najlepiej przy braku czerwiu w rodzinie pszczelej, nadal stosuję jeden zabieg środkiem chemicznym, po którym kontroluję osyp pasożyta. Na dennicę osypywało się zwykle 15-60 osobników Varroa destructor. Ubiegły rok był jednak pod tym względem dla mnie zaskakujący. Po zastosowaniu w trzeciej dekadzie września 3 pasków Bayvarolu na ul, osyp kontrolny Varroa destructor był zerowy. Wymagał więc potwierdzenia w dalszych obserwacjach. Wyniki obserwacji skrajnie odbiegające od dotychczasowych doświadczeń budzą wątpliwości. Zapraszam koleżanki i kolegów pszczelarzy do współpracy w tych interesujących poszukiwaniach.

Wśród poznanych przeze mnie leczniczych roślin zielarskich moją uwagę zwróciły przede wszystkim dwa zioła o sprawdzonej przez wieki i niebudzącej wątpliwości skuteczności – bylica piołun (Artemisia apsiuthium) i kobylak (szczaw lancetowaty – Rumex hydrolapathum). Piołun suszę przez cały okres letni, pozyskując do tego celu całe, ulistnione łodygi. Z kobylaka pozyskuję na przełomie sierpnia i września dojrzałe nasiona. Suszę zioła w miejscach osłoniętych przed bezpośrednim działaniem słońca. Przygotowuję następnie w kotle wywar z tych ziół i jeszcze gorący rozlewam do słoików, a słoiki natychmiast szczelnie zamykam. Tak przygotowany napar przechowuję i używam do wyczerpania zapasu, nawet dłużej niż przez kilka tygodni. Napar ten od wczesnej wiosny podaję pszczołom w poidłach powałkowych, później przez cały sezon letni dolewam do poidła pasiecznego. Wywar ziołowy dodaję też do syropów używanych do karmienia pszczół na zimę. Nie pozwalam pszczołom uwolnić się spod jego działania. Wywar przez okrągły rok mam na podorędziu, przechowując go w możliwie chłodnym miejscu, gotów w każdej chwili po niego sięgnąć. Wodę z poideł, tak jak i wszelkie syropy, pszczoły pobierają zawsze chętnie. Moja pasieka przezimowała w tym roku bez strat, przy znikomym osypie. Pszczoły są w dobrej kondycji i cieszą oczy.

Oczywiście, przygotowując wywar, nie zapominamy o długim, gumowanym, osłaniającym także stopy fartuchu oraz o odpowiednich rękawicach.

Rozważając wszystkie za i przeciw proponowanych przeze mnie metod leczenia pszczół, proszę Czytelników, aby wzięli pod uwagę jeszcze jedno, moim zdaniem, bardzo realne zagrożenie dla pszczół związane ze stosowaniem chemii. W miarę upływu czasu u pasożytów narasta niekorzystna w leczeniu cecha oporności na stosowane akarycydy. Obawiam się, że stosując je, utrudniamy równocześnie pszczołom nabywanie naturalnych zdolności obronnych oraz hamujemy proces naturalnej selekcji w tym kierunku. Naturalne zdolności obronne właściwe pszczole indyjskiej (Apis cerana) polegają na nabyciu przez nią umiejętności samooczyszczania się, choć trwało to zapewne bardzo długo. Pszczoła indyjska zachowała tę cechę, gdyż nie była wystawiona na ingerencję człowieka.

Artykuł ten nie wyczerpuje tematu. Zgromadziłem sporo doświadczeń z zastosowania innych ziół. Ogromne korzyści, sądzę, przynosi wprowadzenie do pasieki nagietka lekarskiego (Calendula officialis), który powinien być wszechobecny, także w gospodarce wędrownej. Lubimy przecież nasze stare, dobre, sprawdzone miejsca, a nagietek jest na raz zasiedlonym stanowisku łatwy w utrzymaniu. Przydatny jest również wrotycz (Tanacetum vulgare). Na szczególną uwagę zasługuje koński szczaw pomocny, jak sądzę, przy zwalczaniu nosemozy. Szanse jakie stwarza zielarstwo, nie są niczym nowym ani odkrywczym. Chciałbym jednak obudzić w pszczelarzach takie zainteresowanie zielarstwem, na jakie ono rzeczywiście zasługuje.

Artykuł ten napisałem w oparciu o kilkudziesięcioletnią własną praktykę pszczelarską.

e-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

* * *

Dr hab. PAWEŁ CHORBIŃSKI, prof. nadzw. UP

Komentarz

Autor w tytule sugeruje, że zwalczanie pasożyta Varroa destructor prowadzi alternatywnymi metodami i osiąga sukces. Z analizy tekstu wynika, że wykorzystanie wyciągów roślinnych stosowanych w czasie całego sezonu pszczelarskiego spowodowało brak osypu martwych pasożytów po jesiennym zastosowaniu pasków Bayvarolu. Wynik obserwacji Autora jest interesujący, ale wymaga jednak uzupełnienia informacji o sposobach i metodach walki z warrozą co najmniej w trzech sezonach wstecz, ponieważ uprzedni rok z powodów klimatycznych nie sprzyjał inwazji pasożyta, gdyż matki weszły stosunkowo późno w czerwienie wiosną. Dodatkowo nie wiemy nic o stopniu wiosennego porażenia rodzin.

Rośliny użyte przez Autora były już wielokrotnie wykorzystywane w pasiekach. Liście, jak i ziele piołunu (Artemisia apsiuthium) zawierają specyficzne związki goryczkowe (absyntynę, artabsynę), olejki eteryczne, flawonoidy, garbniki i sole mineralne. Znane jest ich działanie na organizm człowieka. Podaje się je przy niedokwaśności żołądka, niestrawności, braku apetytu oraz przy przewlekłych nieżytach żołądka i jelit, połączonych ze zmniejszonym wydzielaniem soków trawiennych i żółci, a także przy zgadze, odbijaniu, wzdęciach, a nawet w kolce jelitowej. Napary z piołunu wykorzystuje się w formie wcierań przy świerzbie i wszawicy, także w ogrodnictwie do niszczenia niektórych szkodników roślin.

Z kolei korzeń kobylaka (szczawiu lancetowatego) zawiera antrazwiązki, cukry, flawonoidy (m.in. rutynę, kwercetynę), garbniki pirogalolowe i pirokatechinowe, kwasy organiczne, sole mineralne i witaminy. Wykorzystywany jest on jako lek przeciwbiegunkowy, żółciopędny, w zaburzeniach trawienia. Odwar z nasion w postaci kompresów bywa czasami stosowany w medycynie ludowej przy ropniach i trudno gojących się ranach.

Z informacji podanych przez Autora wynika, że wykorzystuje on ziele piołunu i nasiona kobylaka do przygotowywania naparów, które wykorzystuje w podkarmiaczkach i poidłach w trakcie sezonu. Napar z piołunu i kobylaka stosują niektórzy pszczelarze jako zabieg pomocniczy przy problemach pszczół z nosemozą lub przy pojawieniu się biegunki.

Nie ma dotychczas wiarygodnych danych pozwalających stwierdzić, że zwalczanie warrozy tylko przy wykorzystaniu wyciągów roślinnych, zapewni pełen sukces i uchroni pasieki przed tą chorobą. Przywołany w artykule wrotycz pospolity nie da żadnego efektu w przypadku wcześniejszego stosowania leków opartych na syntetycznych pyretroidach.

Mam jeszcze jedną wątpliwość – stosowanie wyciągów w ciągu całego sezonu może wywołać przystosowanie się patogenów do nowych warunków i wtedy efekt terapeutyczny jest niwelowany.

 
 ---
 
© Miesięcznik PSZCZELARSTWO, Pszczelnicze Towarzystwo Naukowe, 2004-2016
Agroturystyka