Jacek Jaroń

Podział na „pół lotu” - to bardzo proste

Pszczelarze dość często pytają o prawidłowe wykonanie niektórych zabiegów z gospodarki pasiecznej. O instruktaż proszą adepci sztuki pszczelarzenia i niektórzy mniej doświadczeni właściciele pszczół.

Do niedawna w standardowych ulach należało operować ramkami. Mając ule korpusowe o niskiej ramce (fot.1) życie pszczelarza wydaje się łatwiejsze. Aby naukę poprzeć stosownym przykładem, posłużę się ulem, którego korpusy mają wysokość 1 ramki dadanowskiej i mieszczą 10 takich ramek, co odpowiada 5 pełnowymiarowym gniazdowym ramkom w jednym korpusie. Czyżby pszczelarze gospodarujący w dadanach czy ulach warszawskich nie na tylu ramkach matki ograniczali w czerwieniu? Muszą oni wstawić kratę pionową i poziomą albo typowy izolator. Matka z takiego więzienia chce za wszelką cenę uciec, bo w jej naturze nie leży ograniczanie z boków. Lepiej toleruje kratę &brquo;nad głową”. Dla pszczół jest naturalne, że zapasy gromadzone są u góry, a tam wolnych komórek do czerwienia brak. W ulach korpusowych matki izolujemy umieszczając kratę miedzy kondygnacjami. Aby przystąpić do podziału na „pół lotu”, zdejmujemy z ula daszek, a na daszku kładziemy zdejmowane korpusy (fot. 2). Obok dzielonej rodziny stawiamy dennicę po uprzednim przesunięciu dzielonego ula na bok tak, aby dawna lokalizacja wylotka znalazła się między ulami (fot. 3). Nad dwoma korpusami ula dotychczas była krata, która ograniczała matkę na dwóch korpusach. Teraz górny korpus przestawiamy na nową dennicę (fot. 4), bez wyszukiwania matki. Następnie na każdym korpusie umieszczamy kratę (fot. 5) i stawiamy po jednym korpusie na miód. Na ulach można postawić następne korpusy, gdy rozwój rodzin będzie tego wymagał. Ramki w ulu nie są oddzielane beleczkami odstępnikowymi, są natomiast przykryte od góry folią plastikową (fot. 6) i ociepleniem z płyty pilśniowej miękkiej (fot. 7). Na zakończenie operacji zakładamy daszki i przez jakiś czas obserwujemy, czy przylatujące pszczoły równomiernie zalatują do każdego ula. W przypadku intensywniejszych nalotów na jeden z uli odsuwamy go dalej w bok, a przysuwamy drugi ul, aż nalot pszczół będzie równomierny (fot. 8). Opisany zabieg wykonujemy podczas dobrej pogody, kiedy pszczoły wylatują w pole.

Co począć z ulem, w którym nie ma matki? Najlepiej pozwolić pszczołom założyć mateczniki, ale nie później niż 8. dnia robimy przegląd i wszystkie mateczniki zrywamy. Termin nie został wybrany przypadkowo, bo w tym czasie nie powinno być już larw odpowiednich do założenia mateczników. Teraz możemy poddać hodowlaną matkę. Poddanie matki w klateczce w czasie dzielenia rodziny nie będzie błędem. Osobiście preferuję pierwszą metodę, albowiem pszczoły pozbawione matki, a później czerwiu, z którego mogłyby matkę wychować, przyjmą bez większych oporów każdą matkę.

Lepiej jest, aby gniazdo było na snozach, nie na ramkach. Przeciwnicy snozów mogą zobaczyć na fot. 9, że plastry na snozach dają się wyjmować, są dostatecznie wytrzymałe, a podglądanie gniazda od spodu, bez wyjmowania plastrów, po uniesieniu korpusu gniazdowego pozwala na szybką ocenę stanu rodziny.

Jaki cel ma taki zabieg? Otóż spełnia on kilka zadań. Możemy w opisany sposób powiększyć pasiekę i wykonać zabieg przeciwrójkowy. Do głównych zalet takiego podziału rodziny zaliczamy równomierny podział wszystkich osobników, rozpoczynając od czerwiu i na pszczołach lotnych kończąc. Po takim podziale obydwie rodziny nie mają niedoborów określonej grupy, np. pszczół lotnych, co występuje przy tworzeniu odkładów. Dzieląc na „pół lotu” mamy normalne rodziny. Początkowo są one słabsze, ale w niedługim czasie siła ich wzrośnie. Prawda, że nie jest to wcale trudne?

 
 ---
 
© Miesięcznik PSZCZELARSTWO, Pszczelnicze Towarzystwo Naukowe, 2004-2016