Marek Pogorzelec

Lipa – królowa pełni pszczelarskiego lata

Tuż po przekwitnięciu robinii akacjowej, czyli na początku czerwca, zakwitają pierwsze egzemplarze naszej rodzimej lipy szerokolistnej. Druga z naszych lip – lipa drobnolistna – jest bardziej rozpowszechniona na stanowiskach naturalnych. Zwykle kończy ona kwitnąć w połowie lipca. Lipy szerokolistne i drobnolistne określają ramy pożytku „pełni lata". Miód lipowy ma wyrobioną markę i dlatego konsumenci pytają o niego. Niestety, drzew dostarczających nektaru na ten miód ubywa w zastraszającym tempie i nie pomoże tworzenie dotowanych przez Unię Europejską działań związanych z rejestracją marek produktów regionalnych i tradycyjnych. Zamiast wypełniać papiery, trzeba sadzić lipy, dużo lip, bo innej drogi do zwiększenia produkcji dobrego miodu lipowego nie ma. Oczywiście sadząc lipy, nie sadzimy ich dla swoich pszczół, tylko dla pszczół naszych następców. Większość lip, z których korzystają nasze pszczoły, też ktoś kiedyś posadził. Dziś nie jest to zadanie łatwe, bo terenów, które nam się wydają bezpańskie, nie ma. Istnieją jedynie tereny, którymi właściciel mniej się interesuje. Lipa samowolnie posadzona na takim terenie najczęściej nie zdąży osiągnąć wieku, w którym pszczoły będą mogły w pełni docenić jej walory. Nadzieją jest współpraca pszczelarzy z samorządami. Zwykle nie jest ona „usłana różami".

Lipy pięknie sprawdzają się w parkach, oczyszczają powietrze, tłumią hałas, dają schronienie ptakom, a ludziom cień. W okresie kwitnienia pięknie pachną, są też tradycyjnymi drzewami alejowymi. Dziś jednak samorządom nie jest spieszno do sadzenia drzew liściastych, nawet wtedy, kiedy pobocze drogi jest szerokie, bo chcą zaoszczędzić na sprzątaniu liści. Patrzymy więc z nadzieją na Lasy Państwowe, którym liście absolutnie nie przeszkadzają. W swoich szkółkach zlokalizowanych przy nadleśnictwach produkują lipy, ale nie łatwo je znaleźć w nowych nasadzeniach. Zwykło się mawiać – „umiesz liczyć, licz na siebie". Sadźmy więc lipy u siebie i namawiajmy sąsiadów do tego, aby lipa przy domu służyła do wypoczynku w jej cieniu, towarzyszyła miłym spotkaniom i pogawędkom.

W pobliżu zbiorowisk leśnych i starych parków powinniśmy ograniczyć nasze nasadzenia tylko do dwóch gatunków rodzimych. Najlepiej jeśli drzewka są wyprodukowane z nasion zebranych z okazałych, miejscowych egzemplarzy. Dobrze wyrośnięte sadzonki lipy szerokolistnej z wolnym korzeniem można było w tym roku kupić w cenie 10 zł/szt.; 100 siewek lipy drobnolistnej w szkółkach Lasów Państwowych kosztowało 20 zł. Wiemy, że lipy łatwo się krzyżują, więc w celu zachowania naszych rodzimych, bardzo przecież cennych gatunków, ważna jest odpowiednia pula genetyczna. Zaśmiecanie takich cennych dla przyszłości zbiorowisk lipami obcymi lub materiałem o niepewnym pochodzeniu to sabotaż. Nie powinniśmy ograniczać obecności naszych rodzimych lip do wąskich enklaw.

W nasadzeniach miejskich, wzdłuż dróg i na terenach typowo rolniczych absolutnie nie musimy się ograniczać jedynie do naszych rodzimych gatunków. Zbiorowiska te mają charakter typowo użytkowy. Drzewa mają cieszyć pięknym pokrojem, intensywną barwą liści, zapachem, długim okresem kwitnienia i co ważne dla nas pszczelarzy – intensywnym i niezawodnym nektarowaniem, sadźmy więc lipy szczepione materiałem wyselekcjonowanym na potrzeby pszczelarstwa. Poszczególne taksony lip były już wielokrotnie omawiane na łamach miesięcznika. Chciałbym się skupić wyłącznie na jednym aspekcie: siła jest w ilości. Dużo lip – duża szansa na dobry miód. Pamiętajmy o tym, że lipy są jednymi z drzew liściastych najczęściej spadziującymi, a miód lipowo-spadziowy jest równie chętnie kupowany jak lipowy. Szczepioną lipę możemy kupić już za 15 złotych. Zakwitnie ona dużo wcześniej niż drzewko uzyskane z nasionka i może służyć setki lat. Lipa to dobra inwestycja w przyszłość polskiego pszczelarstwa.

 

 
 ---
 
© Miesięcznik PSZCZELARSTWO, Pszczelnicze Towarzystwo Naukowe, 2004-2016
Agroturystyka