Pszczoły w habitach

MARCIN ŚWINIARSKI

 

Czasem przypadkowy kontakt z pasieką, pszczołami wylatującymi z ula, może w życiu człowieka dużo zmienić. Przyrodą interesowałem się odkąd pamiętam. Sadziłem rośliny, obserwowałem owady. Któregoś poranka poszedłem do klasztornej pasieki. Miałem przy sobie aparat fotograficzny. Przede mną stare, drewniane „warszawiaki” (wtedy jeszcze nie wiedziałem, że tak się nazywają) pomalowane na różne kolory, ustawione w dwa szeregi… Pomiędzy nimi dużo światła, słońca, trawa mokra od porannej rosy. Pszczoły powoli zaczynają obloty… Wokół krzewy i niskie drzewa, w większości miododajne. Stok nachylony ku wschodowi, na nim pasieka. Od zachodu oddzielają ją mury klasztorne. Biorę aparat… Może coś będzie z tych zdjęć, może kiedyś je pokażę. Ten obraz pasieki zostaje w głowie.

Mijają lata… Jestem na działce… Jakaś altanka, drewutnia… kilka pszczelich ramek. Spalić? Jakoś żal… Ale co z nimi zrobić? Zostawić? Po co mi to… Jak to się stało, że znów tu wracam? Minęło kilka lat. Jestem umówiony w tej samej przyklasztornej pasiece z pszczelarzem, mistrzem Darkiem… mamy zajrzeć do pszczół… Od tego czasu bywam tu regularnie. Mam własną pasiekę. Na działce, tej samej, na której znalazłem stare ramki. I jest mistrz, Darek. To on pokazał mi, jak trzymać dłuto, jak wyjąć ramkę z ula, jak oglądać pszczoły, patrzyć na czerw, pyłek, komórki z jajeczkami, zasklepione… Mam szczęście. Mistrz chętnie dzieli się własną wiedzą… „Ciągle popełniam błędy, jeszcze tak mało wiem” – mówię... „Ja ponad trzydzieści lat pszczelę i dalej się uczę” – odpowiada. Pszczoły cały czas nas zaskakują. 

Każdy ul, każda rodzina pszczela pachnie inaczej. I inaczej się zachowuje. Ale zapach otwartego ula, mimo że obok dymi podkurzacz, trudno opisać. Tego się nie zapomina. Przychodzi czas, że po raz pierwszy trzeba złapać rój. I teraz też potrzebne jest szczęście. Mistrz pokazał, co i jak… ale chrzest musiałem przejść sam… Opuchlizna schodzi z twarzy powoli.
Kolejny rok pszczelarski. Kolejna porcja wiedzy i doświadczenia. Kolejne wnioski: co zrobiłem nie tak? Jakie błędy popełniłem? 
Teraz ogrodem klasztornym opiekuje się siostra Małgorzata. Ma zakaz używania oprysków, bo przecież tu są pszczoły. Kto jest w tym klasztornym ogrodzie najważniejszy? Pszczoły! Oczywiście!

Od początku powtarzano mi, że o pszczołach trzeba myśleć pozytywnie. Teraz to wiem: pszczelarz musi być dobrze nastawiony. Dopiero wtedy ma prawo ruszyć do pracy w pasiece. Kiedyś było tak: otwieramy ul… drewniany, warszawski… Miał być pusty… jest… gniazdo. 
A właściwie zaczątek dużego gniazda… szerszeni. Mistrz mówi: „Dajmy im dziś spokój. Zajrzymy tu jutro”. Przychodzimy na drugi dzień: pusto. Ktoś tu był? Tak. Szerszenie… to one posprzątały po sobie. Za mną kolejne doświadczenie. Teraz wiem, że z szerszeniami trzeba spokojnie. 

Spieram się z Mistrzem o to, czy pszczoły rozpoznają twarz swojego pszczelarza. Rozpoznają. Jestem tego pewien. Przecież po jakimś czasie stają się bardziej przyjazne. A w Sieradzu, w Zgromadzeniu Sióstr Urszulanek SJK, są jeszcze spokojniejsze. Bo w habitach latają…

Marcin Świniarski

„Pszczelarstwo” - wiedza i doświadczenie.
Zrób z tego pożytek!

 ZAMÓW PRENUMERATĘ